Broken Strings

The Truth Hurts And Lies Worse

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Czytasz=Skomentuj ;)



Rozdział 8



Savannah



Budząc się nie czułam się najlepiej. Kaszel, katar, chrypa… chyba się przeziębiłam, to wszystko przez wczorajszą noc na dworze.
- Super teraz będę się smarkać, a przy okazji będę wyglądać jak siedem nieszczęść- powiedziałam do siebie, po czym założyłam kapcie i wstałam z łóżka. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to , że łóżko Pearl było posłane… to dość dziwne zjawisko, przeważnie wstaje później od mnie. To pewnie wszystko przez tego sekretnego chłopaka. Wzruszyłam ramionami, przecież to nie moja sprawa, chociaż podświadomie czułam, że ten jej „chłopak” skrzywdzi ją, a nie przyniesie szczęście.
Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, zrobiłam delikatny make up i ubrałam mundurek. Spojrzałam na siebie w lustrze… wyglądałam znośnie. Ruszyłam do klasy, aby się nie spóźnić. Szłam obok zdjęcia wszystkich uczniów szkoły… już zdarzyli dodać Biebera, w sumie czego się nie robi chcąc wkupić się w łaski jednego z najbogatszych nastolatków świata. Pokręciłam głową.
Zastanawiałam się czy wczoraj ten pocałunek z Justinem to była prawda czy mi się to przyśniło, nie mogłam uwierzyć, że całowałam się z takim aroganckim i rozwydrzonym facetem, który dba tylko i wyłącznie o swoją wygodę. Jednak z drugiej strony było w nim coś co przyciągało mnie jak ćmę do ognia… w jego oczach widać było coś normalnego, jakby coś zostało z Justina który nie jest sławny. Cały jego image przedstawiał gwiazdkę która zrobi wszystko dla sławy, ale w jego oczach było widać "człowieczeństwo".
Przeczesałam ręką włosy, powtarzając sobie, że „ten chłopak” jest dla mnie kolejnym nic nie znaczącym uczniem tej szkoły. Poprawiłam torbę na ramieniu, nagle zauważyłam wpatrzonego we mnie Seana, uśmiechnęłam się lekko i pomachałam mu nieśmiało. Spojrzał na mnie z grymasem na twarzy i szybko się odwrócił… stanęłam jak wryta. Ostatni raz, gdy się tak zachował, przeżywałam piekło na ziemi w tej szkole.
Jak dobrze, że na weekend jadę do mamy, będę miała czas na odpoczęcie od tego wszystkiego i poukładanie myśli .

Pearl



-Justin… musimy iść na lekcje- powiedziałam przez śmiech wywołany przez to, że jeździł nosem po mojej szyi co strasznie mnie łaskotało.
-Zróbmy sobie wagary…
- Hej, hej powiedziałeś, że chcesz mieć tu jak najlepszą reputacje, a wagary w tym nie pomogą- chciałam wyplatać się z jego objęć, lecz tylko zachichotał i przesunął mnie jeszcze bliżej.
- Jeszcze chwilę… nie mogę się tobą nacieszyć- mruknął
- Widzę, że nie tylko ja tak mam- spojrzałam w jego czekoladowe tęczówki. Pocałowałam go lekko po czym oparłam swoje czoło o jego.
- Miłość… co ona robi z człowiekiem- usłyszałam jego cichy szept którym brzmiał bardziej jakby mówił sam do siebie. – Spotkajmy się tu po lekcjach- powiedział i przytulił mnie lekko.
- Wolałaby jakieś bardziej przestronne miejsce, ale dobrze, niech zostanie tu… - stara, śmierdząca stęchlizną klasa… nie pobudzała romantycznej atmosfery. Skrzywiłam się lekko co musiał zauważyć… bo zaśmiał się cicho, po czym mnie przytulił
- Nie bój się mała… przecież nie będziemy się tu spotykać wiecznie, przynajmniej do póki się nie ukarzemy całemu światu- uśmiechnął się krzywo i pocałował moją dłoń
Westchnęłam.

Victoria



- Wszystko jasne ?
- Tak- odpowiedziała znudzona grupa nastolatków.
- Ekstra- uśmiechnęłam się do wszystkich zebranych, po czym zabrałam swoje rzeczy i zaczęłam iść w stronę klasy. Spojrzałam na Kate, wyglądała na zmartwioną. Kiedy zauważyła, że na nią patrzę pokręciła głową, dając mi tym samym znak, że nie pochlebia mojego planu, mój uśmiech się pogłębił. Biedna Kate nie jest wstanie nic zrobić… chociażby nawet chciała, nie jest wstanie mi się sprzeciwić, piękna, dobra, biedna Katie… jest osamotniona w swojej wewnętrznej walce.
Savannah Hastings jest skończona . Mój plan jak zwykle jest idealny… nie skończy się na samym zastraszaniu. Karteczki, wyśmiewanie jej to już przeszłość… to było zbyt proste zbyt banalne. Przechodzę na całkiem nowy poziom.
Uwielbiam moje życie.

- Nie każ mi tego robić- usłyszałam za sobą głos Seana, przystanęłam gwałtownie i odwróciłam się.
- Chyba nie wiesz o co prosisz- mój głos przybrał jadowity ton, spojrzałam mu w oczy… wydawał się całkowicie zagubiony… zaśmiałam się- Ty tchórzu…
- To nie tu jestem tchórzem tylko ty- przybliżył się wskazując na mnie palcem- Tak bardzo boisz się, że Savannah odbierze ci Justina, że posuwasz się do takich środków… Bawisz się mną i innymi dla swojej satysfakcji, bo wiesz, że inni boją się ci sprzeciwić… lecz dla mnie jesteś teraz nikim. Rozumiesz nikim !- wyglądał cholernie poważnie, a przecież nie mógł mówić tego poważnie… wtedy stracę jednego z najważniejszych sojuszników. Chciałam złapać go za rękę, lecz odtrącił moją rękę- Mi już nie zależy na twoich względach… jesteś jak najgorsza trucizna, a ja już nie chce się truć… rozumiesz ? Nie boje się już sprzeciwić, nie mam żadnego powodu, żeby z tobą być… nawet nie mam takiej chęci… nie mam zamariu też pomagać ci w twoim idiotycznym planie…

Stałam jak słup soli… patrząc na tego cholernie przystojnego facet... który kiedy się wściekał robił się cholernie seksowny.
- Odmawiasz mi ?
- Tak- westchnęłam <ahahhaha tylko ten gif idealnie odwzorcowuje mine Victorii >
- A więc dobrze, niech ci będzie, ale potem nie przybiegaj do mnie chłopaczku… bo nie będzie drugiej szansy.- chciałam się odwrócić, lecz mnie złapał… nachylił się na de mną
- Wiesz czego jeszcze się boisz najbardziej ?-wyszeptał mi do ucha, na co pokręciłam głową – Savannah jest od ciebie milion razy lepsza i boisz się, że ktoś to zauważy i zostaniesz sama. Sprawiasz, że ludzie się ciebie boją, bo masz pewność, że zostaną z tobą ze strachu… nie wiesz co to lojalność. Boisz się samotności kochanie… - Puścił mnie i odszedł, a ja zostałam sama próbując zebrać swoje rozbiegane myśli.

Pearl



Wbiegłam do klasy równo z dzwonkiem. Nauczyciel już stał przy biurku… widząc mnie pokręcił głową i spojrzał w górę… jakby wznosił modły do niebios… uśmiechnęłam się szeroko i usiadłam na swoim miejscu. Szybko się rozpakowałam i spojrzałam na Savannah, wyglądała na rozbawioną,na co ja z jeszcze większym uśmiechem puściłam jej oczko. Usiadłam w ławce i zaczęłam uspokajać oddech, dalej czułam skutki tego szalonego biegu. Kurcze ta piwnica jest serio duża.
Zaśmiałam się sama do siebie, mimo to i tak było warto. Na samo wspomnienie o dzisiejszym poranku, przeszedł mnie przyjemny dreszcz, mimo tego że musiałam strasznie wcześnie wstać i wgl naprawdę chętnie bym to powtórzyła. Szkoda tylko, że Justin ma akurat matmę… mogłabym się na niego pogapić….
Szlag ! A co jeśli inne dziewczyny też się na niego bezczelnie gapią ?! Przecież on jest MÓJ !!
Ale nikt tego nie wie idiotko
- O czym nikt nie wie panienko Downson ? - o matko powiedziałam to na głos !! A niech to kurka wodna.
- Eeee….że pochwa i oczy są narządami które same się czyszczą- cała klasa wybuchła śmiechem, a nauczyciel rozbawiony pokręcił głową, a na moje policzki wkradł się lekki róż
- Panienko Downson jest panienka najbardziej roztrzepanym uczniem jakiego kiedykolwiek miałem- usłyszałam głos profesora, a zaraz po nim dzwonek. Wstałam szybko i uśmiechnęłam się.
Reszta lekcji przebiegła w całkowitym porządku.. jak zwykle wiele zadane itp. Ale wszystko mi rekompensuje czas spędzony z moim ukochanym. Pożegnałam się z Savannah i tanecznym krokiem zaczęłam iść w stronę wejścia do piwnicy….

Kate



- Jeśli któraś z was zamierza wykonywać rozkazy Victorii, to równie dobrze może wyjść teraz z tego pokoju – przymknęłam powieki… nie chciałam wiedzieć ile ich wyjdzie, nie chciałam wiedzieć ile się boi Victorii, jednak nie usłyszałam, żadnego szmeru. Odwróciłam się powoli do nich. Tiffany stała pośrodku.
- Kate dziś zaczynamy nowa historię… nie chcemy dłużej być związani tą dziwną niewolniczą więzią z Victorią, mam dosyć bycia upokarzaną, a zarazem sprawiającą ból innym. Żadna z nas tego nie chce ! Nie chcemy, aby Savannah cierpiała, a szczególnie przez to ze zadajemy jej ból którego nie chcemy jej zadawać… to nie boli tylko jej, ale także rani nas ! Victoria o to nie dba… dla niej liczy się popularność.- uśmiechnęłam się lekko.
- Rozumiem co macie na myśli… wiem, że chcecie jak najlepiej, dlatego musimy pomóc Sav… ona już zbyt dużo cierpiała przez Vic…nas, trzeba jej pokazać, że z nią jesteśmy, a nie jak rok temu...- głos mi się załamał, terror psychiczny jaki wyrządziłyśmy Savannie rok temu jest niewybaczalny. – Popełniłam błąd rok temu, przez to, że nie miałam odwagi przeciwstawić się Victorii, lecz tym razem będzie inaczej… nawet jeżeli będziemy same w tym wszystkim to mimo wszystko będzie warto…
Wszystkie dziewczyny pokiwały głowami, widziałam w nich bojowego ducha… pragnienie wolności od niewidzialnych kajdanów .
- Tak więc rozpocznijmy nasze wspólne dzieło- powiedziałam, na co dostałam głośny aplauz

Savannah



Patrzyłam jeszcze chwilę jak rozpromieniona Pearl idzie przez korytarz… wydaje się tak szczęśliwa, że mogłoby się wydawać, że zaraz wychuchanie z nadmiaru szczęścia. Pokręciłam głową i ruszyłam w stronę biblioteki.

Napoléon Bonaparte (pierwotnie wł. Napoleone Buonaparte), Napoleon I (ur. 15 sierpnia 1769 w Ajaccio na Korsyce, zm. 5 maja 1821 w Longwood na Wyspie Św. Heleny) – francuski wojskowy, Pierwszy Konsul Republiki Francuskiej 1799-1804, cesarz Francuzów w latach 1804-1815, prezydent (1802-1805) i król Włoch (1805-1814)… Dalek Savannah zapamiętasz to ! Musisz to umieć…
Po raz kolejny spojrzałam na przepisaną z encyklopedii treść notatki… Jezu dlaczego akurat Napoleon ?! Załamana , zwiesiłam głowę w dół…. Jestem stu procentowo pewna, że się tego nie nauczę ! Spojrzałam na zegar widzący na ścianie… o nie już w dziesiąta. Przetarłam oczy i zaczęłam zbierać swoje rzeczy. Jutro sprawdzian z historii, mimo tego że nic nie umiem to może coś zmyślę, ale nie zbyt dobrze się myśli kiedy jest się niewyspanym.
Zabrałam torbę i ruszyłam do wyjścia z biblioteki, zauważyłam, że w kącie siedzi pewna osoba, wyglądała jakby spała… wzruszyłam ramionami , nie będę wyłączać światła w takim bądź razie.
Szybko ruszyłam korytarzem, lecz chwilę później usłyszałam za sobą szmery. Odwróciłam się lecz nikogo nie było. Zmarszczyłam brwi i jeszcze szybciej zaczęłam iść w kierunku pokoi. Cały czas czułam na sobie czyjś wzrok, oblał mnie zimny pot. Po raz kolejny usłyszałam szmer lecz tym razem głośniejszy, odwróciłam się i zauważyłam zakapturzoną postać idącą w moim kierunku.
Moje ciało przez sekundę było jak sparaliżowane, czułam jak moje serce przyśpiesza i bije o tysiąc razy szybciej niż przed trzema sekundami. Nagle poczułam kopa adrenaliny i zaczęłam biec ile sił w nogach. Skręciłam w następny korytarz, lecz cały czas czułam, że ktoś jest za mną… odwróciłam się. Ta postać była coraz bliżej i bliżej, a ja znów skręciłam i otworzyłam pierwsze lepsze drzwi … miałam chyba sekundę przewagi nad moim oprawcy, przynajmniej nie widziałam go kiedy otwierałam drzwi.
Zakryłam usta dłonią próbując uspokoić oddech, aby nie było go słychać… usłyszałam kroki i otwierane drzwi. W mojej głowie zawyła syrena alarmowa… szybko zbiegłam po schodach w dół,potknęłam się o ostatni schodek i upadłam na kolana, sekundę później usłyszałam otwierane drzwi które prowadziły do miejsca w którym byłam… czułam jakby każdy mój narząd przestał pracować na te kilka sekund w którym widziałam lekkie światło padające z góry, nagle drzwi się zamknęły i przymglone światło zniknęło… dosłownie chwilę później czułam jak moje serce zaczyna bić, a krew rusza w moich żyłam.
Wstałam chwiejnie na nogach i oparłam głowę o ścianę, wszędzie było ciemno, nie widziałam nawet własnych rąk przed sobą. Cicho westchnęłam… czułam jak każda komórka mojego ciała się uspokaja, a adrenalina opuszcza moje ciało przez co czułam się słabo. Wiedziałam, że muszę zostać tu jeszcze chwilę… a właściwie co to za pomieszczenie. Mój zamroczony mózg powoli zaczął wracać do stanu normalnego i lekko zmęczona przechyliłam głowę na lewo…
Dziwne… na końcu tego jak mniemam korytarza paliło się bardzo słabe światło… co u licha miał by ktoś robić w tak dziwnym pomieszczeniu o dziesiątej w nocy i to do tego w naszej szkole. Chwilę zastanawiałam się czy iść i zobaczyć co się tam wyrabia czy nie. Po chwili zastanowienia ruszyłam tam… robiłam to jak najciszej mogłam, nie chciałam żeby ktoś mnie zauważył, nie potrzebne mi problemy mam ich za nad to. Jeszcze chwile i będę widzieć… zaśmiałam się w myślach… Pearl chyba nie będzie pochlebiać tego, że podglądam kogoś nie wiadomo gdzie, o tak później porze i do tego nie wiadomo w jakiej sytuacji tego kogoś zastanę, pewnie jak jej to powiem to padnie najpierw z przerażenia, a potem ze śmiechu. Ehh… jak dobrze mieć przyjaciół.
Pokręciłam głową i stanęłam obok drzwi z których sączyło się jasne światło… to musimy być stara kondygnacja szkoły, bo jakoś nigdy nie mieliśmy tu zajęć. Wychyliłam się lekko na palcach, aby zajrzeć przez zakurzoną szybę do środka. To co tam zobaczyłam przerosło moje najśmielsze wyobrażenia…

Od Autorki : Hej, hej pewnie nie spodziewaliście się mnie tak wcześnie :P Cudownie pisało mi się ten rozdział, co mam nadzieję, że będzie widać... bo mnie się wydaje, że jest jednym z najlepszych jakie napisałam na tym blogu.
Jak widzicie akcja powoli zaczyna się robić interesująca :P
Pojawiła się nowa bohaterka, która zapewne pojawi się w nowych rozdziałaś, tak więc jest ona dodana do notki Prolog&Bohaterowie. Mam nadzieję, że się wam spodoba.
Jeśli przeczytacie ten rozdział, to niezmiernie miło by było mi poznać waszą opinię o nim :>

Tagi: xoxo
02.05.2014 o godz. 21:38

Rozdział 7



Pearl / w 3 osobie


Dziewczyna stała przytulona w tańcu do ciała bruneta. Czuła, że to sen z którego nie chce się budzić, w myślach już nazywała go swoim chłopakiem, jednak jeszcze nie poprosił ją o chodzenie. Zorganizował kolacje przy świecach, wino, muzyka, taniec… wszystko było idealne, jak w jej najskrytszych marzeniach. On był idealny i cały jej, czuły, delikatny, uprzejmy, kochający… po prostu idealny w każdym calu.
Pochylił się nad jej szyją i zaczął delikatnie składać pocałunki na jej skórze, dziewczyna odchyliła głowę, a jej serce wariowało. Powoli przesuwał swoje ręce w górę i w dół, a ją przechodziły dreszcze, czułam ciarki podniecenia na całym ciele.
- Jest coś o czym jeszcze nie rozmawialiśmy- odsunął swoją twarz o jej szyi i popatrzył jej w oczy, spojrzała na niego i lekko przegryzła wargę
- Tak ?- odpowiedziała zachrypniętym głosem.
- Jest jedno pytanie które chce ci zadać od początku naszego spotkania….- chłopak zatrzymał rękę na tali dziewczyny i przysunął ją jeszcze bliżej siebie, tak aby ich usta dzieliło kilka centymetrów
- O co chodzi Justin ?- zapytała wysokim głosem, patrząc głęboko w jego oczy
- Czy ty Pearl Downsow zechciałabyś zostać moją dziewczyną ??- dziewczyna wstrzymała na chwilę oddech i przymknęła oczy, chciała krzyczeć z radości tak aby cały świat wiedział, że właśnie sam JUSTIN BIEBER poprosił ją o chodzenie.
- Nie… nie mogę odpowiedzieć nie- po tych słowach brunet wpił się w jej usta.


- Wiesz, że na razie nie możemy nikomu powiedzieć- Justin podparł się na łokciu tak, aby lepiej widzieć jej twarz, na której akuratnie zawitał grymas… wyglądała tak słodko, lecz nie jak Savannah… dlaczego myślał akurat o niej ? Przecież nic go z nią nie łączyło oprócz tego że była zajebiście ładna.
- Dlaczego ??- głos Pearl wyrwał go z zamyślenia.
- Bo nie potrzebujemy niepotrzebnych kontrowersji, dopiero co tu rozpocząłem swoją edukacje… po za tym nie chcę, żeby się o tym dowiedział prasa, ponieważ będą cię zamęczać- dziewczyna spojrzała na niego z wyrzutem- No już już nie patrz tak na mnie- uśmiechnął się i potarł swoim nosem o jej nos, na co cicho zachichotała


Savannah


Obudziło mnie przeraźliwe zimno… zasnęłam na mostku. Byłam cała zesztywniała… szybko się ogarnęłam i zaczęłam wracać do szkoły. Cały czas się trzęsłam… szybko przeszłam dystans dzielący mnie od szkoły. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie, a moje oczy omal nie wyszły z orbity… była 3 w nocy !
Skręciłam w lewo… wpadłam na kogoś i się przewróciła
- Kurwa patrz jak łazisz !- otrzepałam się i popatrzyłam przez kogo zaliczyłam bliski stosunek z podłogą.- Czy ty zawsze musisz być tam, gdzie ja- powiedziałam sarkastycznie w stronę Biebera
- A jak myślisz, skarbie ?- uśmiechnął się słodko
- Myślę, że jestem zbyt pewnym siebie kretynem, a po za tym nie jestem twoim skarbem, kotku- rzuciłam przez ramię. Nie zrobiłam nawet pięciu kroków, kiedy złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Dziewczynko co robisz o tej porze nie w swoim łóżku ?- czułam jego oddech na włosach, przez co przeszły mnie ciarki…
- Mogłabym zadać ci dokładnie takie samo pytanie- odwrócił mnie w swoją stronę, tak że teraz staliśmy patrząc sobie w oczy
- Widzę, że nie jesteś zbyt rozmowna – uśmiechnął się lekko, a mnie znów przeszły ciarki… Nie… nie mogę tak na niego reagować.
- Nie, gdy jestem zmęczona- chciałam wyrwać rękę z jego uścisku, lecz złapał moją drugą rękę i nagle zostałam przyparta do ściany z rękami nad głową.
- Jesteś dla mnie wyzwaniem Brown… nigdy nie wiem co mylisz, a wydało mi się że już znam kobiety na wylot.- powiedział wprost w moje usta, przez co nie mogłam się skupić
- Widocznie twój przyrost ego, wyłączył twoje szare komórki - wydukałam w końcu, prze co uśmiechnął się jeszcze szarzej, a potem wpił się w moje usta. Nagle cały świat przestał istnieć, był tylko on i ten pocałunek.


Justin


Dziewczyny są takie przewidywalne… mam dwie pieczenie na jednym ogniu. Zaciągnąłem się dymem moich Marlboro. Moje życie jest piękne… mam kasę, przyjaciół, fanki, sławę, dziewczyny na wyłączność… kocham ten stan rzeczy, nie muszę nic, nie mam żadnych zobowiązań. Przerwa od sławy mi służy… naładuje swoje baterie.
Każdy mówi, że w życiu najważniejsza jest miłość, zastanawiam się po co skoro można być w związku bez zobowiązań… nikt nie wie jakie korzyści można z tego czerpać..


Od Autorki: Hej, hej wróciłam !!! Ale teraz przed samą sobą przyrzekłam sobie, że nie opuszczę tego bloga i dokończę to opowiadanie, a po za tym mam już pomysł na następne !!! Bardzo chciałam przeprosić za nieobecność, ale po prostu nie miałam czasu... egzaminy i cały czas sprawdziany, albo inne głupoty w szkole ! NIENAWIDZĘ TEGO !! Teraz został czas na relaks, a jak inaczej się zrelaksować ? Po prostu robiąc to co się lubi, a ja lubię pisać...
Ps. Przepraszam za długość rozdziału, ale po prostu nie wiem co mogłabym napisać jeszcze, jeśli macie jakieś pomysły to piszcie w komentarzach.. na pewno je uwzględnię w nowych rozdziałach

A tu chciałam zareklamować < czy jakoś tak > bloga belieberki 52 :D
Tagi: xoxo
26.04.2014 o godz. 23:47


Rozdział 6


Savannah

- Pójdę się przejść- dziewczyna wstała i skierowała się do wyjścia. Czuła, że jej koleżanka patrzy na nią podejrzliwie, lecz z zatroskaniem. Od kiesy zemdlała wszyscy wokół się nią interesowali, co ją bardzo przytłaczało. Wszystko się zmieniło od kiedy "wielki pan Bieber" zaczął się nią interesować, stała się centrum zainteresowania.
Dziewczyna zamknęła drzwi i zaczęła iść w kierunku wyjścia z szkoły. Chciała choć przez chwilę pobyć sama, być w swoim świecie, poukładać myśli które były jak kartki na wietrze. Zaczynała gubić orientacje w tym wszystkim.
Zatrzymała się przy automacie z jedzeniem. Szybko wzrokiem wyszukała jej ulubionych czipsów Doritos. Włożyła banknot i wystukała odpowiedni numer i czekała aż automat wyrzuci jej jedzenie. Czuła się okropnie głodna, nie jadała od kilku godzin.
Kiwnęła głową do znajomego ochroniarza i przeszła przez drzwi. Jej kierunkiem był stary mostek znaleziony na obrzeżach terenu szkoły. Dziwnym było, że jeszcze nikt nie odkrył jej kryjówki. Zawsze, udawała się tam kiedy było jej źle lub kiedy chciała pomyśleć. Właśnie w tym miejscu mogła być sama kilka godzin nie przejmują się otaczającym światem.
Dziwiło ją również, że szkoła nie usunęła "starego rozwalającego się mostku przez który biegła mała rzeczka".

Sean


Chłopak obudził się z błogiego snu, lecz to, gdzie się znajdował było dla niego zdziwieniem. Dobrze pamiętał pokój swojej byłej dziewczyny, spojrzał w bok i zauważył śpiącą Victorie. Delikatnie wyszedł z łóżka, tak aby nie zbudzić dziewczyny. Zebrał swoje rzeczy i zaczął się ubierać. Do jego świadomości dopiero docierały obrazy sprzed kilku godzin. Chłopak szybko opuścił pokój, szybko oddychając oparł się o ścianę. Obiecał Victorii zniszczyć Sav, lecz doskonale wiedział, że nie może tego zrobić, jego serce i sumienie mówiło co innego ! Chciał zakończyć dręczenie Savany, przecież ona była taka drobna, delikatna, niewinna. Chciał się z nią pogodzić, chciał jej wybaczenia, a teraz wmotał się w sytuacje bez wyjścia.
Chłopak złapał się za głowę. Myślami był zupełnie, gdzie indziej, nie mógł uwierzyć, że znów dał się zmanipulować. Uderzył ręką w ścianę z całej siły, był wściekły, że dał się wyprowadzić w pole, był zły na siebie, że dał się uwieść Victorii choć jej atrybuty powinny przestać na niego działać. Chciał, aby ten dzień się skończył, jednak bał się tego co przyniesie następny. Musi coś wymyślić, aby nie krzywdzić osoby która nie zasługiwała na cierpienie. Chłopak zerwał się z miejsca. Wiedział, że istniała jedna opcja, jedna osoba która mogła odwieść Victorie od jej planu.

Pearl


Dziewczyna zasuwała zamek swojej krótkiej sukienki. Uśmiechnęła się do swojego odbicia. Wiedziała, że wygląda zjawiskowo, tak, że nikt nie był się wstanie jej oprzeć. Odwróciła się od lustra i spojrzała na nie zaścielone łóżko Savannah. Nagle poczuła dziwne uczucie w dole brzucha. Dziewczyna zawsze tak miała gdy się martwiła, bądź miała wyrzuty sumienia, lecz tym razem była pewna, że chodzi i o jedno i o drugie. Bała się o Savannah mimo tego, że jej przyjaciółka była silną osobą to i tak wiedziała, że coś jest z nią nie tak. Miała wyrzuty sumienia bo okłamywała swoją najlepszą przyjaciółkę nie mówiąc jej z kim się spotyka. Pearl znów spojrzała na siebie w lustrze, wyglądała idealnie, lecz tym razem na jej twarzy nie gościł wielki uśmiech, lecz grymas.
Dziewczyna pokręciła głową, dając sobie do zrozumienia, że dziś jest jej wieczór i, że nie może się całe życie przejmować innymi.
Usłyszała pukanie do drzwi, na jej twarz znów wrócił uśmiech, lecz ten był słodki, lecz uwodzicielski.
- Proszę- powiedziała dosyć głośno, chwilę później w drzwiach pojawił się słodko uśmiechnięty średniego wzrostu, brunet*. Jej uśmiech powiększył się jeszcze bardziej kiedy stanął koło niej i popatrzył na nią w lustrze. W tej chwili była święcie przekonana, że jest jego jedyną, że została wybraną. Czuła się wyjątkowa.

Savannah

Dziewczyna leżała na mostku, wpatrując się w gwiazdy, które dzisiejszego wieczoru były po prost piękne. Dawno nie czuła się tak błogo, lekko. Na reszcie mogła być sama ze swoimi myślami, choć w jej głowie aktualnie panował burdel. Sama nie wiedziała w co ma wierzyć ani komu ufać. Bała się, że Victoria planuje zemstę, że Sean ją po prostu oszukuje i, że Bieber chce ją tylko i wyłącznie wykorzystać. Martwiła się o Pearl, bała się, że jej "tajemniczy chłopak" okaże się totalnym nie wypałem i, że będzie tylko przez niego cierpieć. Nie chciała, aby ją to znów spotkało. Pearl była delikatna i bardzo wrażliwa. Dość często popadała w zachwyt z błahych rzeczy, była jak małe dziecko które potrzebuje opieki... dusza artystki, może właśnie dlatego wygrywa wszystkie konkursy plastyczne.
Dziewczyna po raz kolejny uniosła powieki i spojrzała w niebo... szum starego dębu i małej rzeczki dawał ukojenie jej głośnym myślom. Sytuacja w której się teraz znalazła przypominała jej sytuacje sprzed lat. Już wtedy nie miała w życiu łatwo. Ojciec diler, alkoholik i ćpun wszystko naraz, znęcał się nad nią i nad matką. Jak przez mgłę pamiętała, kiedy w szkole nauczyli, żeby dzwonić na policje kiedy dzieję się nam lub naszym bliskim krzywda. Właśnie wtedy przerwała cierpienie mojej rodziny, zadzwoniła na policje. Wykonała pierwszy ruch do wolności. Dokładnie pamięta jak zabierali jej ojca i jego towarzystwo w kajdankach.
Dziewczyna starła skrawkiem rękawa łzę spływającą po jej policzku. Wspomnienia z dzieciństwa raniły ją najbardziej, dlatego nikomu ich nie wyjawiła, zawsze udawała, że jej dzieciństwo była kolorowe. Jednak ukrywanie tego faktu nic nie pomogło w kontaktach z rówieśnikami, dalej uważali ja za dziwną. Pamięta, że była zrozpaczona tym faktem do puki nie nauczyła się tym nie przejmować.

Steven


- Tak więc dokładnie za tydzień opuszcza tą budę i wraca do domu ?- mężczyzna zamyślił się zaciągając papierosa. To była idealna pora na atak. Wreszcie osiągnął by to na co czekał tyle lat, z potrojonym wynikiem bo zabił by ich wszystkich !
- Dokładnie tak. Marcus wysłał nam plan całej tej budy. Więc jak chcesz to możemy tam wpaść dużo wcześniej- Steven spojrzał na Willa siedzącego po drugiej stronie stołu. Nie nie nie, musiał poczekać do przerwy, nie mógł dać się pokusić, to by było zbyt łatwe.
- Nie, tydzień w te w te nie robi mi różnicy.- spokojnie wypuścił tym z płuc. Był swobodny, już dla niego nic się nie liczyło, chciał zemsty której dostanie.
- Czyli ogłoszę mobilizacje- obaj mężczyźni uśmiechnęli się chytrze, wiedzieli, ze zabawa dopiero się zacznie.

Od Autorki: Postanowiłam dokończyć to opowiadanie :>
Mam nadzieję, ze rozdział się podoba i że choć trochę rozjaśnił sytuację panującą w opowiadaniu.
Chciałam prosić, aby każdy kto przeczyta, żeby skomentował bo chce wiedzieć ile mi was tu zostało :>





Dzięki za uwagę i do następnego !!
Ps. Wiem trochę krótkie, ale na razie nic z tym nie zrobię. Awaria kompa :<
Tagi: sss
19.01.2014 o godz. 21:05

Hello :>
Ostatnio bardzo dużo myślałam na temat tego opowiadania i uważam, ze nie chce tak po protu odejść... Nie chce uważać tego opowiadania jako mojej osobistej porażki... bo po prostu się poddałam. Moje życie po prostu się trochę pozmieniało.
Doszłam do wniosku, że chce aby ten blog dalej istniał i, żeby był bardziej aktywny niż kiedyś :>
Jednak nie mogę rozstrzygnąć jednej kwestii... mam dokończyć pisać to opowiadanie czy zacząć od nowa ?

Pozdrawiam B-A-S ♥ :*
Tagi: 555
12.01.2014 o godz. 16:54

Przykro Mi !



Przepraszam, ale to KONIEC tego opowiadania...
Jak zauważyliście od września nie ma NN, straciłam wenę. Nie mama pomysłu na to opowiadanie. Było jest i będzie straszne... dokładnie tak jak ja :< . Jestem beznadziejna i cały czas Was zawodzę... Przykro mi..!
Jeśli ktoś czekał na NN i wgl to na pewno ma mnie za głupią dziewczynkę... no cóż tak to już w życiu bywa... Mogę powiedzieć jedno, że naprawdę się starałam !
Ps. Prawdopodobnie wrócę z innym opowiadanie... oczywiście, jeżeli pozwoli mi na to czas.
Tagi: 555
03.12.2013 o godz. 19:12

Rozdział 5



Savannahb/ Peral


Dziewczyna leżała znużona na łóżku, miała dość tego, że od kiedy prawie zemdlała wszyscy latają obok niej, jak na skrzydłach. Pearl cały czas siedzi jak na szpilkach, a Sean wypytuje o stan jej zdrowia. Sav dużo myślała o słowach chłopaka, nie wiedziała, czy do końca ufać jego słowom wydawał się być szczery, jednak uprzedzenie z poprzednich lat nie dawało Savannah przełamać cię… Bała się, że będzie tak jak kiedyś, wszyscy się on niej odwrócą, a ona będzie obiektem drwin, już tyle w życiu przeszła, miała nadzieję, że los choć tego jej oszczędzi.
Justin ? Chłopak zaangażował się, w życie Savannah, lecz dziewczyna cały czas czuła, że jest z nim coś nie tak… Nie była pewna wszystkich słów Justina.
Mimo tego, że czuła się już dobrze, nie mogła nigdzie wyjść, nadopiekuńcza Pearl, cały czas siedziała i spoglądała na nią czujnym wzrokiem… być może nie przejmowała by się tak błahą sprawą jak omdlenia, lecz jak nikt znała Savannah i historię jej rodziny. Pearl dobrze wiedziała, że siostra Savannah choruje na Zespół Morgagniego-Adamsa-Stokesa, czyli poważną chorobę serca, pamiętała z opowiadań, jak dziewczyna mówiła, że wszystko zaczęło się od omdleń… Bała się o przyjaciółkę… po cichu modliła się, aby wszystko było z Sav w porządku. Wiedziała, że życie dziewczyny to ciągła walka z przeciwnościami losu. Pearl była totalnym przeciwieństwem była otwarta na życie, była beztroska, zawsze uśmiechnięta, była jak mały chochlik wszędzie było jej pełno. Jednak to do Savannah zapałała przyjacielską miłością, mimo wszystkich przeciwności trzymają się razem, dlatego bardzo bała się stracić przyjaciółkę.

Justin


- Ej stary pamiętasz o kasie ?- Justin uśmiechną się pobłażliwie i zapalił papierosa.
- Przecież dobrze wiesz, że mam jej tyle, że mógłbym wykupić te szkołę i zrobić tu burdel- powiedział brunet zaciągając się dymem. Kochał uczucie błogości po zaciągnięciu się, jak dym uderzał do głowy… jednak ta przyjemność nie trwała długo, nie czuł już tej uderzającej mocy nikoty, tak jak za pierwszym czy drugim razem.
- No stary ciekawe co by twoje faneczki powiedziały, gdyby tylko wiedziały, że ich najukochańszy, idealny idol pali papierosy i pije…- zaśmiał się chłopak w krótkich blond włosach o niebieskich oczach.
- No cóż chyba by musiały to zaakceptować, przecież nie każdy jest idealny, a po za tym żadna z nich mi nie wmówi, że sama nie pali, nie pije… A przede wszystkim zapytaj co robią ze swoimi chłopakami- uśmiechną się krzywo Bieber i znów zaciągnął się papierosem.
- Widzę, że doktor Bieber już przepytał i dokładnie zbadał swoje pacjentki…- wszyscy trzej wybuchli śmiechem.
- Ale wiem, że z tym wyzwaniem sobie nie poradzisz… Ona jest za trudną sztuką- powiedział Will i upił kolejny łyk Jacka Danielsa, przemijając go cola. Bieber ukradkowo na niego spojrzał i na chwilę się zamyślił. Czy, aby na pewno jego umiejętności uwodzenia będą wystarczające…
- Jeszcze zobaczysz ona będzie moja…- i znów zaciągnął się papierosem pełen nie pewności swoich słow.

Sean/ Victoria


- Sean… kochanie, ile razy mam ci tłumaczyć… to nic takiego… po prostu potraktuj to jako rozrywkę… a być może połączysz przyjemne z pożytecznym…- chłopak siedział oparty w framugę drzwi do łazienki… spoglądając na odbicie nagiej Victorii w lustrze… już zapomniał jaka była piękna… oprócz jednego szczegółu o którym on jedyny wiedział, a ona sama go ukrywała… mianowicie, na lewym pośladku Victoria miała poparzoną skórę, wypadek w dzieciństwie.
- Nie mogę Victoria… naprawdę nie mogę…- chłopak pokręcił przecząco głową i miał wyjść, lecz nagle poczuł delikatny uścisk na nadgarstku… odwrócił się powoli i spojrzał dziewczynie w oczy. Victoria uśmiechnęła się do niego kusząco i położyła chłopaka rękę na swojej tali.
- Sean… naprawdę nie zrobisz tego dla mnie ?- stanęła bliżej… tak, że przywierali do siebie ciałami. Chłopak stał jak sparaliżowany… nie wiedząc co zrobić… z jednej strony chciał jej uleć, zapomniał jaka była dobra w uwodzeniu, lecz z drugiej strony powstrzymywało go jego sumienie.- Sean, Sean, Sean… kochanie wiem, że tego chcesz, lecz po prostu ukrywasz to pod tą maską dobrego chłopca… po prostu musisz wyjść na wierzch… dać się porwać twojej prawdziwej naturze… Dobrze wiesz… jak bardzo lubię cię takiego- dziewczyna stanęła na palcach i pocałowała delikatnie chłopaka… czując, że odpowiada, zaczęłam całować go pewnie i pożądliwiej… Chłopak zaczął błądzić rękami po jej ciele, przyciągając ją bliżej. Dziewczyna cicho jęknęła… rozpinając bluzkę chłopaka… szybko rzuciła ją w kąt.
- Nawet nie wiesz…jak bardzo cię pragnę- wyszeptał chłopak między pocałunkami…chwytając ja dziewczynę za pośladki, podniósł ją szybko i zaczął zmierzać w stronę łóżka… Victoria wiedziała, że teraz go ma…

Steven


W ciemnym zaułki stało dwóch rosłych mężczyzn, obydwaj palili papierosy i prowadzili przyciszoną rozmowę.
- No to teraz, jak uciekłeś to co zamierzasz zrobić ?- zapytał mężczyzna w czarnej skurzanej kurtce o imieniu Jim. Jego rozmówca wydawał się być starszy, lecz wyglądał na mizernego, wychudzony, twarz już nie miała tego młodzieńczego wyglądu, a czoło pokrywało parę głębokich zmarszczek.
- Zamierzam pozbyć się suki która mnie w to wszystko wpakowała… Wtedy będę naprawdę wolny i spełniony… Tyle lat spędziłem na zastanawianiu się, że po prosu wiem, że jeśli się ich wszystkich nie pozbędę to nie będę spać spokojnie- mężczyzna wyrzucił z siebie słowa z wielką odrazą, plując na znak pogardy. Za dużo lat spędził siedząc na dupie, żeby teraz mogło go coś powstrzymać od tak banalnego czynu jak zabójstwo… Już nie miał nic do stracenia.
- Napijmy się za tak szczytny cel- powiedział drugi i zarechotali przeciągle, zapowiadały się długie plany na najbliższą przyszłość. Stevenowi krew buzowała w skroniach, a natłok myśli na lepsze jutro nigdy nie był aż tak głośny…naprał powietrze… jak dobrze znów czuć smak powietrza bez kurzu… powietrza wolności

Od Autorki: No tak dziś jest 27 września < rocznica śmierci mojej siostry "Wieczne Odpoczywanie Racz Jej Dać Panie"> miałam dodać nn około 1 września... Trochę czas waszego oczekiwania się przesuną. Bardzo Was Przepraszam ! Kocham Was wszystkich, lecz po prostu zabrakło wany i złapała mnie głupia depresja pisarska ! Tyle razy chciałam coś napisać, dla swojej satysfakcji i waszej, jednak nie widziałam w tym sensu i pozostawiałam do następnego razu...
Jednak pozbierałam się w sobie i napisałam to coś... Wiem rozdział jest pisany inaczej... po prostu szukałam metody w której pisząc bd się czuć najlepiej i sądzę, że ta jest najlepsza, bardziej się wczuwam w losy bohaterów, każdy szczegół historii jest opracowany, wystarczy przelać na papier i sądzę, że pisaniem w 3 osobie będzie mi najlepiej i pójdzie to sprawnie... Mam nadzieję, że Wam się spodoba, starałam się wprowadzić trochę tajemnicy w to opowiadanie i starałam się, aby rozdział brzmiał dwuznacznie i abyście zastanawiały jakie bd następne losy bohaterów... Mam nadzieję, że Wam się podoba.
A i zrozumiałam, że wymuszanie na was komentarzy nie jest dobrą drogą na pisarstwo, jeśli będziecie chcieli to skomentujecie... Tym razem bez żadnych limitów komentarzowych czy coś takiego...
Po za tym bd dodwać częściej, chce, aby to opowiadanie poszło sprawnie, a może dzieki temu uzyskam fanów ! \

Kisses
Tagi: 5
27.09.2013 o godz. 17:34


Rozdział 4





- Savannah zaczekaj !- usłyszałam donośny krzyk Pearl z łazienki.- Jeszcze tylko umyję zęby i wychodzę…
- Mogłaś wstać wcześniej ! Znowu się spóźnimy- powiedziałam zdenerwowana siadając na łóżku. Spojrzałam na zegar była 7.58 za 2 minuty zaczynają się lekcje. Znowu spóźnione. Westchnęłam. Wyjęłam zeszyt z plecaka i zaczęłam powtarzać materiał na angielski.
- Tradycje należy podtrzymać ! A po za tym dobrze wiesz, że nie mogłam wstać wcześniej ! Byłam zbyt zmęczona, to wszystko przez niego…
- Wspaniale, że tak świetnie bawiłaś się wczoraj w nocy…szkoda tylko, że nie pomyślałaś, że będziesz zmęczona i że nie będziesz mogła wstać ! I jest mi bardzo przykro, że nie chcesz mi powiedzieć kim jest ten twój „tajemniczy on”- pokręciłam głową. Pearl zawsze była nieodpowiedzialna, lecz tym razem zachowuje się jak małe dziecko, które cały czas rozrabia, lecz nie chce być przyłapanym, prawie jak gra w kotka i myszkę. Wymyka się, gdzieś na całe noce, a potem wraca zmęczona, lecz jednak cała w skowronkach. Na lekcjach odsypia nieprzespana noce, a potem wszystko od mnie przepisuje. Cały czas z kimś pisze, a jak dzwoni jej telefon to odbiera i wychodzi, tak aby nikt nie słyszał o czy mówi, tak jakby to była jedna wielka tajemnica.
- Ohh… nie narzekaj… a po za tym już niedługo się przekonasz. Przyrzekam.- powiedziała wychodząc z łazienki, tajemniczo się do mnie uśmiechając.- Ty lepiej powiedz co u Biebera- parsknęłam śmiechem.
- Ty chyba lepiej wiesz co u niego, cały czas coś dodaje na tych wszystkich portalach i innych duperelach…
- Przecież wiesz, że nie o to mi chodziło… Czy coś jest między wami ?- dała mi kusca w bok, jednak jej głos zdradzał niepokój, jakby obawę przed odpowiedzią.
- Nie i wątpię, że kiedykolwiek będzie. Nie jestem nim zainteresowana.- powiedziałam twardo, lecz nie szczerze. Spojrzałam na Pearl, wyglądała jakby odetchnęła z ulgą, jakby te słowa ją uspokoiły.
- Myślisz, że będzie z tobą rozmawiać ? W końcu już tydzień się skończył, a on lata za Victorią…ciekawe czy żałuje, że to nie ją wybrał tylko ciebie…- Pearl zaczęła swój monolog, a ja poczułam jakby ktoś mi wbijał nóż w plecy.
- Nie obchodzi mnie to ! Bieber może robić sobie co chce, a mnie nic do tego- powiedziałam chłodno, może nawet zbyt chłodno. Otworzyłam drzwi do klasy, przeprosiłam za spóźnienie i usiadłam na swoim miejscu w końcu klasy. Wyjęłam książki i otworzyłam na podanej stronie. Słuchałam chwilę słów nauczyciele, lecz szybko zanurzyłam się w swoich rozmyślaniach. Wyglądnęłam za okno, pogoda dziś w Kalifornii nie była tak słoneczna jak zawsze, zupełnie jak mój nastrój. Ohh… cóż za zbieg okoliczności…
Zamęczałam się pytaniami… Czy między mną a Justinem naprawdę niczego nie ma ? Czy robię dobrze okłamując Pearl…? Pytania w mojej głowie roiły się, a ja czułam się nabuzowana, wiedziałam, że dręczę tylko samą siebie, lecz bardziej niż samych pytań bałam się odpowiedzi. Bałam się Victorii, bałam się Justina, bałam się reakcji Pearl. Chciałam, aby Justin znów trzymał moją dłoń, żeby znów mnie czule obejmował, żeby znów mnie czule całował w usta i w czoło, abym znów czuła jego ciepło… Pokręciłam głową. Jestem idiotką jeśli myślę, że to co się zdarzyło, to się powtórzy. Miałam tydzień, lecz ten tydzień się skończył. Koniec czasu ! Trzeba zapomnieć i ruszyć dalej, lecz jak ? Zakochałam się w chłopaku w którym nie powinnam…zakochałam się choć sama mówiłam, że nigdy go nie pokocham…podobno zakazana miłość smakuje najlepiej… niech szlag trafi te wszystkie mądrości starszych ludzi.
Westchnęłam. Wiedziałam dobrze, że każdego dnia tego feralnego tygodnia Victoria nie spuszczała ze mnie wzroku. Jak myśliwy pilnowała swojej, jeszcze niezdobytej zdobyczy. Dobrze wiedziała, że nie posunę cię do niczego więcej. To ona rozdawała tu karty.
Mój wzrok błądził po klasie, aż wreszcie utkwił w schludnie złożonej niebieskiej kartce papieru, leżącej na mojej ławce. Wzięłam do ręki i zaczęłam czytać

„Pamiętasz naszą umowę ?
Zegar przestał tykać- tydzień się skończył.
Mam nadzieję, że się rozumiemy.
SugarBabyShav*. Ciao Fea*”


Poczułam, że robi mi się niedobrze, a na moich plecach poczułam zimny pot. Zacisnęłam dłonie w pięści, tak mocno, że knykcie pobielały. Straciłam wyraźność obrazu, przez łzy w oczach. Czułam w buzi smak krwi, za mocno zacisnęłam wargę.
- Panno Hastings, czy wszystko porządku ? Nie wygląda pani najlepiej- usłyszałam głos nauczyciela z głębi Sali.
- Nie czuję się najlepiej. Mogłabym pójść do pielęgniarki ?- zapytałam sucho.
- Ależ oczywiście. Sean pomórz koleżance – podniosłam wzrok, a przede mną już stał mój jakże kochany sąsiad przedniej ławki. Niech to szlag… Stała wpatrzony we mnie z zmartwieniem. Wstałam powoli, a on chwycił mnie delikatnie w tali i tak wyszliśmy z Sali, jednak zdążyłam przed wyjściem posłać Pearl uspokajający uśmiech.
- Nie musisz mi pomagać- zaczęłam się wyrywać z jego objęć, lecz nagle poczułam, że tracę grunt pod nogami, jednak nie upadłam twarzą na podłogę.
- Właśnie widzę- skomentował to mój „bohater”. Szybko wykorzystał sytuacje i wziął mnie na ręce.
-Postaw mnie, jestem ciężka-powiedziałam uderzając go w klatkę piersiową.
- Ałć to boli, a po za tym to jesteś lekka jak piórko- jeszcze nigdy nie czułam się tak bardzo zażenowana jak po tych słowach.
- Wiesz, że nie musisz….
- Ale chcę… może to głupie, ale chciałbym abyś zapomniała o przeszłości i, abyśmy zaczęli naszą znajomości od nowa… tylko tym razem pragnę, aby zaczęła się lepiej.
- To nie żadna podpucha ?
- Oczywiście, że nie ! Wiem, że mi nie ufasz, lecz naprawdę chcę dobrze- wydawało się jakby mówił szczerze. W sumie chyba nic gorszego niż Victoria mi się nie przytrafi
- Hej nazywam się Savannah Hastings- wymruczałam opierając głowę o jego tors.
- Sean O’Donnell miło mi cię poznać- powiedział rozpromieniony. Nie mam pojęcia jak, ale otworzyl drzwi do gabinetu pielęgniarki i położył na kozetce. No pięknie utknęłam tu na dobre poł godziny.

***

Pielęgniarka powiedziała, że to chwilowe zasłabnięcie i że powinnam jeść więcej witamin i mniej się stresować. Tylko powiedz jak to zrobić ? Cały czas ktoś mi grozi… jak więc zachować spokój ?
Szybko wyszłam z gabinetu i ruszyłam w stronę swojego pokoju.
- Savannah zaczekaj ?- usłyszałam za sobą głos Justina, chcą nie chcą musiałam się odwrócić w jego stronę.- Wszystko w porządku słyszałem, że musiałaś w trakcie lekcji iść do pielęgniarki…
- W tej szkole nie można być nie zauważonym- wymamrotałam
- Przestań, mogło ci się coś stać- powiedział cicho, łapiąc moją twarz w swoje dłonie- a ja się strasznie o ciebie martwiłem, nawet nie wiesz ile dla mnie znaczysz- powiedział wpijając się w moje usta… Całował zachłannie, lecz zarazem delikatnie. Kiedy skończyliśmy, oparłam swoje czoło o jego czoło. Wszystko było pięknie oprócz jednego małego szczegółu… temu wszystkiemu przyglądała się Victoria…

*** Oczami Victorii

Kurwa… po raz kolejny tego wieczorku masakrowałam pokój mój i moim współlokatorek. Krew buzowała mi w żyłach, byłam tak wkurwiona, że przedmioty fruwały po całym pokoju… Wydać jedno małe proste polecenie, a wyjdzie na to, że nikt cię nie rozumie…
Kurwa… tym razem rzuciłam moim budzikiem o ścianę, rozleciał się na kawałeczki.
- Zatłukę ją. Przysięgam, że ją zniszczę !!- krzyczałam na cały pokój
- Vick uspokój się, przecież nic takiego się nie stało. Wiesz dobrze, że on na ciebie leci. Tylko próbuje sobie udowodnić, że wcale cię nie potrzebuje, biorąc dziewczynę z niższego szczebla. Po prostu chce wierzyć, że jednak nie jest tak płytki na jakiego wygląda- powiedziała Natasha.
- W sumie masz rację, ale trzeba wymyślić jakiś plan, aby raz na zawsze zgładzić tą idiotkę z plebsu- powiedziałam. Szukając odpowiedniego planu zagłady Savannah Hastings. Nagle zaświtało mi coś w głowie- Mam… zaatakuje w tym miejscu w którym ją najbardziej zaboli. Dziewczyny motywacja, jest plan jak zrujnować Hastings !

*SugarBabyShav- Sugar Baby Savannah, w angielskim sugar baby to osoba która rezygnuje ze szkoły i prowadzi tak zwane wygodnie życie, jest utrzymywana przez jakiś mężczyzn (zazwyczaj dużo starszych), którzy za nia płacą itp. < są oni zwani Sugar Dady>. Sugar Babys muszą z nimi uprawiać seks.
*Ciao Fea- papa brzydulo. Nie mem pojęcia czy Fea się dokładnie tak pisze, lecz wzięłam to z 3 METRY NAD NIEBEM <kocham ten film !!>

Od autorki: Tak wiem wiem... Akcji w tym rozdziale dużo nie ma, i wiem, że potrafię napisać leszy rozdział i że zawodzę was swoją beznadziejnością, lecz mimo wszystko mam nadzieję, że ten rozdział będzie się wam podobać.
Co do następnej notki to nie mam pojęcia kiedy będzie. Mam mało czasu, w niedzielę, jadę na cały tydzień do Chicago... a potem mam dwa tygodnie wolnego, jednak czy wena do mnie zawita tego się przekonacie. Postaram się pisać w Chicago, może coś z tego wyjdzie.
Wiad do swagyswag[ chciałabym cię jeszcze bardzo przeprosić za to, że nie dodałam rozdziału w tedy kiedy pisałam. Naprawdę jest mi przykro... to wszystko przez brak czasu... Jeszcze raz przepraszam !!

Dziękuję
za
30 tysięcy wejść,
oby tak dalej,
mam nadzieję, że będzie ich więcej


15 komantarzy=5 Rozdział


Ps. Zwiększyłam ilość komentarzy, ponieważ chcę mieć więcej czasu na dodanie nn, a po za tym chcę wiedzieć czy stać was na uzbieranie 15 komentów, czy jednak mnie czytacie
Tagi: 4
09.08.2013 o godz. 06:30
Rozdział 3


- Dziękuję i naprawdę to doceniam, jednak chciałbym, aby ktoś inny pomógł mi się odnaleźć w tej szkole. Chciałbym, aby była to Savannah Hastings.- nagle wszystkie oczy były wrócone na mnie, a ja jedyne czego pragnęłam to jak najszybciej stamtąd zniknąć.

- Jak sobie życzysz, tak więc Savannah Hastings będzie twoja pomocą przez najbliższy tydzień. Savannah dziecko chodź, że tu do nas.- w głośnikach odbijał się głos dyrektora, a ja nie mogłam się ruszyć. Patrzyłam z trybun na ustawiona na środku sceny i nie mogłam uwierzyć, że z głośników dobiega moje imię !
Poczułam, że ze ktoś mnie lekko szturcha w bok, odwróciłam głowę w bok I zauważyłam zdziwiona minę Pearl.
-Nie wiem co zrobiłaś, ze cię tak polubił, ale chyba trzeba coś zrobić, aby podtrzymać tą znajomość, tak wiec rusz ten swój tyłek i idź do niego !- spojrzałam na nią naburmuszona .
- Przecież ja go nie znam !- warknęłam zdenerwowana
- Pójdziesz tak, albo cię wykopie !- powoli wstałam ze swojego miejsca, lecz po chwili poczułam mocne popchniecie, posłałam mordercze spojrzenie Pearl która się głupio wyszczerzyła. Schodząc powoli po małych schodkach czułam spojrzenia wszystkich na sobie. Wzięłam głęboki oddech. Wchodząc po stopniach prowadzących do sceny, czułam jak żołądek wywraca mi koziołki.
Justin wyciągnął w moim kierunku dłoń, niechętnie ja pochwyciłam. Znów poczułam ten prąd, chciałam zabrać dłoń, lecz uniemożliwił mi to mocny uścisk Biebera. Spojrzałam na niego spod uniesionych brwi, uśmiechając się blado, na co on się wyszczerzył. Stanęłam obok niego i czułam jak moje policzki robią się czerwone, przez co spuściłam głowę, taka by włosy przysłoniły mi twarz.
-Tak wiec Savannah zaopiekujesz się nowym przybyłym- w glosie dyrektora było słychać zdziwienie. Tak, tak wielka gwiazda Justin Bieber, zrezygnował z pięknej Victorii , dla dziewczyny ze slumsów. Cóż za ironia…
-Przestań przegryzać wargę-usłyszałam glos Biebera tuz przy uchu , totalnie zdezorientowana przestalam to robić, w sumie nie wiedziałam ze przegryzam wargę, robię to nie świadomie szczególnie kiedy się denerwuje. Spojrzałam na niego jak na idiotę i odwróciłam wzrok.
-Ale…ale proszę pana to jest wbrew regułom…-zaczęła Victoria, na co dyrektor uciszył ja machnięciem ręki.
-Tak wiec powitajcie serdecznie nowego ucznia, a teraz rozejdźcie się do swoich klas.-poczułam jak ktoś lapie mnie za łokieć i przyciąga do siebie, spojrzałam w górę. Zauważyłam uśmiechniętego Justina, zamrugałam kilka raz, znów mną ogarnęło to dziwne uczucie.
-Nie wiem kto cię wychowywał, lecz dżentelmenem to ty nie jesteś-powiedziałam wyrywając swoją rękę.
-Wiesz mówią ze jestem boski i to załatwia cala sprawę-powiedział szczerząc się, na co pokręciłam głową, chłopak widząc moją reakcje jeszcze bardziej się wyszczerzył
-Co zęby suszysz ?- wyraz jego miny, po tym co powiedziałam był po prostu bezcenny. Zachichotałam.
-Bardzo śmieszne-wymamrotał. Uśmiechnęłam się pod nosem, chwile poniżej zostałam brutalnie odepchnięta od Justina. Prędzej czy później szturm Victorii musiał nastąpić.
-Cześć nazywam się Victoria Moore. Bardzo mi milo powitać cię w naszej pięknej szkole. Wiesz już na jakie zajęcia będziesz uczęszczał ?- zapytała, zarzucając swoje długie blond włosy za ramię. Przewróciłam oczami.
-Eemm... nie jeszcze nie, prawdopodobnie mój plan będę go układał wraz z moim menagerem
-Wiesz jeśli chcesz to mogę ci opowiedzieć o ciekawych zajęciach-Bieberowi spodobały się myśli o „ciekawych zajęciach” bo szczerzył się jak mysz do sera.
-Oczywiście jeśli byś mogła, chciałbym lepiej poznać szkole i ludzi
-Oczywiście-słodko się zaśmiała, a ja mając dosyć niezręcznego stania na drugim planie, odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę drzwi. Sala już totalnie opustoszała, kompletnie zirytowana i zdenerwowana, szłam szybkim krokiem do wyjścia, zostawiając tą jakże słodką parkę samym sobie. Już miałam otwierać drzwi kiedy ktoś mnie uprzedził
-Pani pozwoli-powiedział Bieber, otwierając drzwi przy czym skinął głową. Wyszłam z Sali prychając i kręcąc głową jednoczenie.
-Coś się stało ?
-Jakby cię to obchodziło…
-Kobiety…
-Odpuść sobie Bieber te zbędne komentarze
-Nie rozumiem cię jeszcze 5 minut temu było okay !
-O patrz, ale już nie jest…-powiedziałam ironicznie
-O co ci chodzi ?
-Nie chce być twoim jakimś pieprzonym przewodnikiem, nie chce być dla ciebie kimś, powinieneś wrócić do Victorii, trafić do jej cholernej elity .A mnie uważać za totalna głupią stypendystkę liczącą na cud, za kiedyś może cos osiągnie oprócz bycia ulicznica tylko dlatego ze jej rodzice nie maja kasy ! Powinieneś sobie odpuścić -powiedziałam i ruszyłam przed siebie, zostawiając Biebera z tylu. Może wreszcie da mi spokój… Nagle poczułam ze ktoś lapie mnie za ramie i brutalnie odwraca w swoja stronę.
-Ja tak łatwo nie odpuszczam- staliśmy twarzą w twarz, Bieber patrzył na mnie z zaciętym wyrazem twarzy, a jego oczy wyglądały poważnie. Znów poczułam jak na moje policzki wkrada się rumieniec. Cholera ! Spuściłam wzrok.
-Właśnie widzę- wymamrotałam, patrząc na swoje buty.
-Mało mnie obchodzi skąd pochodzisz, czy twoi rodzice maja pieniądze czy tez nie… bylem kiedyś w podobnej sytuacji, zaczynałem od niczego, tak wiec nie wmawiaj mi teraz, że nie pasuje do twojego świata, uwierz znam go tak dobrze jak i ty.-przełknęłam głośno ślinę, poczułam jak podnosi mój podbródek, tak, abym patrzyła mu w oczy. Były ciemnie prawie czarne, zaczęłam się go bać, co chyba zauważył bo jego natarczywe spojrzenie złagodniało.
-Co ty możesz wiedzieć o moim życiu, nigdy nie byleś ani nie będziesz jego częścią wiec czemu tak ci zależy ? –wyrwałam mu rękę z uścisku i stałam patrząc gniewnie jego oczy. Nic nie mówił.-Marnujesz swój czas ze mną Bieber-odwróciłam się napięcie i ruszyłam przed siebie.
Cholerny dupek ! Oparłam się o ścianę i po niej zjechałam. Co on może wiedzieć, nigdy nie widział jak ojciec znęca się nad matka… Nigdy nie myślał o samobójstwie. NIGDY ! Moje przemyślenia przerwał męski glos. Podniosłam głowę do góry i zauważyłam Seana.
-Hej nic ci nie jest ?-zapytał, dziwne Sean O’Donnell pyta się mnie czy wszystko jest ok. Przecież ten chłopak zawsze się nad mną znęcał psychicznie, a ostatnimi czasy totalnie mnie olewał.
-Wszystko jest w porządku - odpowiedziałam opryskliwie podnosząc się z ziemi.
-Tak więc, dlaczego siedzisz na podłodze ?
-Bo mogę.-rzuciłam przez ramie. Po raz kolejny tego dnia uciekam od kolejnej idiotycznej rozmowy. Westchnęłam. Najpierw Bieber który wyprowadza mnie z równowagi, a teraz Sean mój największy dręczyciel. Co się dzieje ? Wyjęłam z torby klucz do pokoju, przekręciłam parę razy I pchnęłam drzwi.
Nagle wokół mnie zapanował straszny chaos. Śmiechy, wrzaski, piski… Wszędzie roiło się od dziewczyn.
-Stop ! Dziewczyny pojedynczo taka by Savannah mogła dojść do słowa.-nagle obok mnie stanęła Victoria.-Zacznijmy od Sary
-Jaki on jest ?-zapytała
-Ale że kto ?- zapytałam zdezorientowana całą sytuacją i tym, że w moim pokoju przesiaduje więcej niż 70 osób.
-No Justin…
-Eee…normalny - pierwsze pytanie, a za nim milion więcej… Już ledwo żyłam od tych pytana, co rusz jakieś „coś”…
-Savannah chciałabym z tobą porozmawiać na osobności –powiedziała Victoria, po skończonym „przesłuchaniu” na co ja ze zdziwiona mina pokiwałam głowa na tak. Wyszłam za nią z pokoju. Odwróciła się w moja stronę z wredną mina opierając się o ścianę.
-O co chodzi ?-zapytałam
-Wiesz Justin jest niezłym ciachem. Każda dziewczyna chce być jego, ale on nie chce każdej dziewczyny… Nie mam pojęcia dlaczego dziś wybrał ciebie, mając do wyboru mnie… to na pierwszy rzut oka widać ze jest inny, inny niż wszyscy chłopcy w naszej szkole. Jestem od ciebie lepsza i nic mnie nie powstrzyma, chce Justina i będę go mieć ! Wiec dobrze ci radze, abyś skończyła z nim znajomość tak szybko jak ją zaczęłaś. Bo inaczej parę faktów z twojego życia wyjdzie na jaw… Rozumiemy się ?
-Nawet nie zamierzam ciągnąc tej znajomości, tak wiec nie masz się czego bać i możesz sobie być z kim chcesz...
-Ja się niczego nie boje, a szczególnie ciebie, *‘Savannaho dobra obciągaro’ pamiętasz to ?- zapytała podnosząc brwi na do ja skuliłam się w sobie- Zawsze mogę ci przypomnieć kochana.-zachichotała- A teraz przepraszam musze już iść….Ciao.- odwróciła się szybko i odeszła, a ja z łzami w oczach sunęłam się po ścianie. Pieprzony Bieber !

* "Savannaho dobra obciągaro"- to nie zbyt chwytliwe przezwisko wymyślone przez mnie w czasie pisania, chodzi o to, że Victoria i reszta szkoły tak nazywali Savnnah, będzie wiele innym przezwisk, jeśli chcielibyście pomóc, to możecie wymyślić parę przezwisk <tylko napiszcie swoje imię lub nazwę bloga, tak, abym później mogła napisać, kto wymyślił dane przezwisko <wraz z podziękowaniami > wiem nietypowe zadanie, lecz sądze, że to też nietypowe odpowiadanie. Przezwiska możecie pisać w komentarzach, wiad lub na aks <adres pod podany poniżej>

Od autora: Tak wiem, czekaliście, a rozdział jest do dupy... Nic się nie dzieje, ale to są flaki z olejem <zrymowało się>. Być może jestem jeszcze bardziej beznadziejna niż myślę.No cóż ;c
Postaram się nadrobić notki na waszych blogach.Jeśli chcecie, abym komentowała lub czytała waszego bloga to piszcie, a na pewno wpadnę :)
Jeśli macie pytanie piszcie :

A i tak na marginesie to czytam również opowiadania o One Direction, tak więc fanki które piszą o nich opowiadania niech też wysyłają mi wiad o ich blogach.
Dzięki za uwagę ! Do Następnego !

4 Rozdział=10 Komentarzy



Ps.Zapraszam też na notkę Bohaterowie & Prolog bo dodam tam nowych bohaterów.
Tagi: 3
17.07.2013 o godz. 21:56

2



Rozdział 2



Wybiegałam właśnie z zakrętu, kiedy straciłam grunt pod nogami i jak długa poleciałam na podłogę. Rozległ się głuchy dźwięk uderzenia i zaczęły boleć mnie żebra.
- Jak chodzisz ?- zaczęłam się drzeć na kogoś
- Przepraszam, nie zauważyłem cię. Wszystko z tobą w porządku ?- zaczęłam otrzepywać moje ciuchy- Pomóc ci wstać…- chłopak podał mi rękę, złapałam ją i wstałam.- Naprawdę przepraszam nie chciałem…- podniosłam głowę do góry i mnie zamurowało. Stał przed mną Justin Bieber…

- Emm… nic się nie stało- przegryzłam zdenerwowana wargę- przepraszam, ale musze już iść- zabrałam swoje rozsypane po podłodze rzeczy i ruszyłam w stronę Sali. Miałam już odetchnąć z ulgą, jednak po mojej lewej stronie wyrósł brązowo włosy chłopak. Nie chwal dnia przed zachodem słońca, coś jest w tej sentencji.
- Jesteś jedyną osobą którą tu zauważyłem, szkoła jest całkowicie pusta- zaczął mówić, spojrzałam na niego spod rzęs, wydawał się zakłopotany…- mogłabyś pokazać mi gdzie jest sala, według rozpisu mam tam się udać- zaczął wyjmować jakąś zmiętą kartkę, a ja przystanęłam.- to tu, tylko ta szkoła jest ogromna- wskazał palcem na jakieś miejsce, a ja wzięłam z jego ręki kartkę. Kiedy dotknęłam jego ręki przeszedł mnie dziwny prąd, spojrzałam w oczy chłopaka, jego oczy i wyraz twarzy mówiły, że on też to poczuł- nie to na pewno złudzenie. Szybko zabrałam rękę z dłoni chłopaka.
- Jeśli chcesz to cię zaprowadzę, właśnie zmierzam w te stronę- rzuciłam przez ramię i oddaliłam się o kilka kroków od chłopaka, jednak ten szybko mnie dogonił . Starałam się stać jak najdalej od chłopaka, tylko aby go nie dotykać. Czułam się dziwnie zestresowana, mój oddech był płytki, serce waliło 3 razy szybciej niż w normie, a w brzuchu czułam stado motyli…. Ogarnij się Savannah ! To na pewno nie motyle…
Spojrzałam na chłopaka, wyglądał troszkę inaczej niż w telewizji był bardziej…naturalny ? Jego w włosy były w nieładzie… dziwne za każdym razem w telewizji ma idealnie ułożoną fryzurę. Przyglądałam się chłopakowi, kiedy od odwrócił głowę i spojrzał w moje oczy. Czułam się jakby rozbrajał mnie spojrzeniem… Szybko jednak odwróciłam głowę i przerwałam kontakt wzrokowy, dałam włosom opaść na mój lewy bok, tak, aby utworzyły kurtynę. Szybko poczułam piekące ciepło na policzkach…Niech to szlag ! Ja się rumienie…!
- Przepraszam- odchrząknął chłopak- zapomniałem się przedstawić… Justin Bieber- chłopak wyciągnął dłoń w moim kierunku. Usilnie patrzyłam na siebie, aby tylko nie musieć spoglądać na chłopaka który sprawił, że nigdy nie rumieniąca się Savannah się zarumieniła !
- Trochę późno na pokazywanie dobrych manier, nie sądzisz ?- spytałam uszczypliwie. Chłopak jak oparzony zabrał dłoń. Szczerze byłam z siebie zadowolona, a może jednak nie… Przez chwilę poczułam się trochę zirytowana swoją reakcją, przecież on się tylko przedstawił… jednak szybko odrzuciłam te myśli na drugi plan.
- Jesteś uczennicą tej szkoły ?
- Na to wygląda
- Nie jesteś zbyt rozmowna ?- zapytał, na co się zaśmiałam.
- To tu- powiedziałam otwierając drzwi, a chwilę później rozległ się pisk wszystkich zgromadzonych na Sali. Zaśmiałam się pod nosem, mina Justina mówiła wszystko, nie spodziewał się takiego powitania. Ja za to byłam pewna, że wszystkie szkolne plastyki tak zareagują, no bo przecież wreszcie zjawił się ktoś kto jest na tyle bogaty, aby wykupić im karet na wszelkiego rodzaju operacje plastyczne. Justin spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem, a ja wybuchłam śmiechem. Wepchnęłam go do pomieszczenia, a w na Sali rozległ się jeszcze większy hałas.
- Savannah Hastings- powiedziałam przechodząc obok niego.
- Co ?
- Nazywam się Savannah Hastings- powtórzyłam i odeszłam na swoje miejsce obok Pearl, zostawiając w tyle zakłopotanego Justina. Zajęłam zajęte dla mnie przez moją przyjaciółkę miejsce, a w głośnikach zabrzmiał glos dyrektora.
- Witam wszystkich zgromadzonych i ciebie Justin- po imieniu chłopaka rozległ się deszcz oklasków, przez co dyrektor nie mógł dalej mówić swojej długo ćwiczonej mowy- od dziś Justin jest waszym nowym kolegą, a nowym uczniem naszej szkoły. Tylko bardzo proszę, aby był traktowany jako normalny uczeń ! W szkole nie jest gwiazdą, jest normalnym kolegą. Tak więc jeszcze raz proszę, aby był traktowany normalnie, tak jak sobie tego życzy…- wszyscy uczniowie z irytacją słuchali przemowy dyrektora, nie mogąc się doczekać kiedy wreszcie odda mikrofon Bieberowi.
- Czy on nie jest idealny ??- głos Pearl wyrwał mnie z zamyślenia
- Kto ?
- No Justin !!- pisnęła, na co zakryłam z rozbawieniem uszy.
- Jak będziesz tak przy nim piszczeć to nigdy nie będziecie parą- zrobiła obrażoną minę, za to ja dałam jej kuśka w bok.
- No, ale jaki on jest ?- zrobiłam zdziwioną minę- przecież nie jestem ślepa, widziałam, że wchodziliście razem.- dopiero po chwili zrozumiałam o co jej chodzi.
- Hmm… jaki jest Justin Bieber ? Nooo…- nie wiedziałam co powiedzieć
- Nooo….? – powtórzyła Pearl.
- Jest całkiem normlany- wykrztusiłam z siebie wreszcie, Pearl zrobiła zdziwioną minę, a chwilę później jej twarz przypominała jeden wielki grymas.
- Chcesz mi w mówić, że gwiazda światowego formatu, Justin Bieber jest „całkiem normalny” ?- zrobiła cudzysłów w powietrzu, a jej głos brzmiał strasznie oskarżycielsko, aż się w sobie skuliłam.
- No tak…- przełykałam ślinę. No, bo jaki jest Justin Bieber ? Nie mogę o nim nic powiedzieć, my nawet się nie znamy… ja, Pearl i on to dwa różne światy…
- Justin poznaj Victorię, jest przewodniczącą komitetu szkolnego, trenuje cheerleaderki oraz jest jedną z najlepiej uczących się osób w szkole- wszyscy spojrzeli w kierunku sceny, wliczając Pearl…uff…przerwali to niezręczne spojrzenie, wszyscy zaczęli klaskać, a ja po prostu zastanawiałam się ile pieniędzy muszą wydawać jej rodzice, aby kupić jej średnią, bo przecież ona jest totalnym pustakiem ! Doczepiane włosy i paznokcie, makijaż który prawdopodobnie zmywa szpachlą o ile w ogóle go zmywa, obcisły mundurek szkolny szyty na miarę, tak aby dekolt był jak największy. Westchnęłam.
- Dziś i przez ten tydzień Victoria będzie ci pomagać zaaklimatyzować się tutaj Justinie.- na ustach Victorii zawitał szeroki uśmiech.
- Dziękuję i naprawdę to doceniam, jednak chciałbym, aby ktoś inny pomógł mi się odnaleźć w tej szkole. Chciałbym, aby była to Savannah Hastings.- nagle wszystkie oczy były wrócone na mnie, a ja jedyne czego pragnęłam to jak najszybciej stamtąd zniknąć…

Od autorki: Tak wiem czekaliście wieczność, lecz tym razem to, że nie dodawałam notki, nie jest spowodowane moim lenistwem. Miałam bardzo zajęte 3 tygodnie. Wiem również, że słowa przeprosin niczego tu nie usprawiedliwiają. Jedyne co mogę powiedzieć, to, to, że mi jest naprawdę przykro :c
Rozdział jest jaki jest, może wydawać się nudny i chaotyczny, lecz pisałam go w biegu... Następny postaram się dodać szybciej i będę się starać z całych sił, aby był lepszy niż ten tutaj.
Jeszcze bardzo chcę przeprosić, za to, że nie komentowałam waszych blogów. Po prostu zawaliłam sprawę, wiem, wiem jestem beznadziejna, lecz postaram się, wszystko nadrobić. Jeśli chcecie abym zaczęła czytać wasze blogi to napiszcie na priv, lub pod rozdziałem. Życzę miłego czytania.
Jeszcze raz przepraszam !

10 komentarzy= 3 rozdział
Tagi: 2
06.07.2013 o godz. 21:45

Rozdział 1




- A teraz Justin podziel się z nami planami na przyszłość…
- Postanowiłem wrócić do początków, pochodzić troszkę do szkoły, żyć normalnie…
- Justin Bieber bożyszcz nastolatek chce żyć normalnie czy to możliwe ? Tego dowiemy się po przerwie- na ekranie zaczęły lecieć jakieś denne reklamy, za to ja znudzona ziewnęłam.
- Serio musimy oglądać te głupoty. Przecież to leciało wczoraj- powiedziałam łapiąc za pilota- Przełączę na coś normalnego- Pearl popatrzyła na mnie morderczym wzrokiem, wyrywając mi pilota.- No weź cały dzień oglądasz informacje o jakimś sławnym rozpieszczonym bachorze….
- Ciekawe co powiesz, kiedy będę z nim chodzić- wybuchłam śmiechem, kiedy zauważyłam, że Pearl się nie śmieje, spojrzałam na nią uważnie
- Ty mówisz serio…zamierzasz poderwać Biebera ?- pokiwała twierdząco głową.
- Jest seksowny, sławny, bogaty, a przede wszystkim WOLNY- ostatnie słowa prawie wykrzyczała, ja za to opadłam zirytowana na łóżko.
- Z kim ja żyję…- pokręciłam głową.
- Ciii…. leci dalsza część wywiadu- powiedziała Pearl. Usiadłam na łóżku i oglądałam ten durny wywiad, po chwili jednak wyszłam, zostawiając Pearl siedzącą po turecku przed telewizorem, wpatrzoną jak zahipnotyzowana w Justina Biebera ! Nie rozumiałam co ona w nim widzi, co widzi w nim cała szkoła… Prawda jest bogaty, sławny, całkiem przystojny itp. Jednak zachowuje się jak idiota… myśli, że jak ma kase, miliony fanów i sławę to może robić wszystko. Zachowuje się jak nie dorobiony dzieciak.
Potrząsnęłam głową. Nie miałam ochoty zaprzątać sobie głowy Bieberem. Postanowiłam pójść do kawiarni. Mijałam gromady zebranych dziewczyn chichoczących coś między sobą, pokazując na gazetę, na której okładce był nie kto inny jak Bieber. Zirytowana zaczęłam iść szybciej, miałam już dosyć Justina, całe dnie i noce Pearl gada mi o nim. Tak więc chcąc nie chcąc jestem chodzącą Bieberencyklopedią. Weszłam do kawiarni i od razu uderzył we mnie zapach świeżej kawy i ciasta.
- Cześć Mery.- przywitałam się ze starszą kelnerką.
- Witam Savanno, to co zawsze ?- pokiwałam twierdząco głową, a Mery zniknęła za drzwiami do zaplecza. Zaczęłam się rozglądać po Sali, wszyscy byli podzieleni grupami : bogaci, normalni i stypendyści. Bogaci traktowali nas stypendystów jak podludzi, uważali się za lepszych. Cóż, uważałam, że pieniądze rodziców, nie świadczą o tym, że ktoś jest lepszy. Klasyczne snoby. Byłam prawie, że pewna, że po szkole wszystkie biznesy rodziny, przez takich jak oni upadną.
- Trzymaj kochana- Mery postawiła przed mną szarlotkę z bitą śmietaną oraz kawę z mlekiem. Uśmiechnęłam się do niej miło i zabrałam za jedzenie. Mery zastępuje mi ciocie Mie, jest taka miła i dobra, zawsze stara się mi pomóc i staje w mojej obronie. Jest kimś kim chciałabym być w przyszłości.
- Savannah widzę, że coś cię gryzie- spojrzałam na nią zaciągając brwi. Skąd ona to mogła wiedzieć ?!- znam cię od 2 lat, tak więc wiem kiedy jest coś nie tak, kochana- zaśmiałam się, czy ona czyta mi w myślach, lecz miała rację, z resztą jak zwykle.
- Chodzi o tą całą gwiazdkę, kolejny snob, tylko ten będzie dużo gorszy. Rozumiesz… on jest sławy, ma pieniądze może robić wszystko a i tak go nie wyrzucą…- spojrzałam zawstydzona na swoje splecione dłonie…
- Uważasz, że może cię skrzywdzić ?- zapytała cicho Mery.
- Nie, nie na pewno nie fizycznie… wiesz, przez co przeszłam, na początku każdy się ze mnie śmiał, byłam prawie, że prześladowana. Każdy głupi widzi, że tu nie pasuje…
- Jak to nie pasujesz ? Jesteś wspaniałą, młodą, mądrą, dobrą dziewczyną… nie pozwolę cię skrzywdzić- uśmiechnęłam się do Mery z wdzięcznością. Bałam się… może dlatego nie chcę widzieć jego zdjęć w gazetach, oglądać z nim telewizji, słuchać w radiu… nikt nie był w stanie mnie zrozumieć. Przecież gołym okiem widać, że jestem inna, nie mam drogich ciuchów, biżuterii, nowego telefonu, samochodu, a jak każdy idiota będzie się ze mnie nabijał. Wróci to wszystko z czym walczyłam przez ostatni rok !
Znów potrząsnęłam głową, nie mogę tak myśleć, jeśli kogoś nie znam, może on okaże się inny, lepszy… Z zamyślenia wyrwał mnie głos dochodzący z głośników.
- Proszę wszystkich uczniów o zgromadzenie się w szkolnej Sali. Natychmiastowo !- głos dyrektora, odbijał się od ścian pomieszczenia. Uczniowie zaczęli zbierać się do wyjścia
- Ani mi się waż wyjść ! Musisz to zjeść- rozkazała Mery łapiąc mnie za rękę, przewróciłam oczami i dokończyłam ciasto i kawę. Starałam się to robić najszybciej jak umiem, jednak jak zwykle się nie udało. Wyszłam z kawiarni jako ostania. Szybko ruszyłam pustym korytarzem do Sali. Czemu jak zwykle muszę się spóźnić ! Wybiegałam właśnie z zakrętu, kiedy straciłam grunt pod nogami i jak długa poleciałam na podłogę. Rozległ się głuchy dźwięk uderzenia i zaczęły boleć mnie żebra.
- Jak chodzisz ?- zaczęłam się drzeć na kogoś
- Przepraszam, nie zauważyłem cię. Wszystko z tobą w porządku ?- zaczęłam otrzepywać moje ciuchy- Pomóc ci wstać…- chłopak podał mi rękę, złapałam ją i wstałam.- Naprawdę przepraszam nie chciałem…- podniosłam głowę do góry i mnie zamurowało. Stał przed mną Justin Bieber…

Od autorki: No to, tak zacznę od tego, ze przepraszam, że taki krótki i beznadziejny, lecz nie nawiedzę początków opowiadań, zawsze wiem, co ma być w środku, lecz nie na początku !
Dziękuję za 10 komentarzy... Serio dawno ich tyle tutaj nie było. I mam nadzieję, że to opowiadanie będziecie komentować częściej, tak jak obiecałam będę dodawać rozdziały częściej.
Dziękuję za uwagę ! :*

10 komentarzy= 2 Rozdział
16.06.2013 o godz. 18:12
Broken Strings




Bohaterowie






Savannah Hastings


„ Moje życie… Skomentuję je paroma słowami : trudne, chore, okrutne itp. Itd. W wieku 4 lat wszystkie koleżanki bawiły się lalkami, ja bawiłam się paczkami kokainy . W wieku 7 lat wszystkie koleżanki uczyły się pilnie, ja szlajałam po sądach, ponieważ skazywano mojego ojca. W wieku 10 lat każda z nich chwaliła się nowymi ciuchami, ja spędzałam czas z moją siostrą, bo matka pracowała na dwie zmiany, aby nas utrzymać. W wieku 15 lat każda opowiadała o swoim chłopaku, ja starałam się o pracę, aby wspomóc finansowo moją rodzinę. Dziś mam 18 lat jestem stypendystką jednej z najlepszych liceum w Kalifornii Elite Way High School, zawdzięczam to mojej cioci Mii, która mnie namówiła, abym zdała test stypendialny. Być może dzięki wykształceniu zdobędę pieniądze i zapewnię mojej siostrze godny byt i zmażę piętno przeszłości, jakie na nas zostawił ojciec."





Justin Bieber


„Nastoletni gwiazdor. Gwiazda światowego formatu. Bożyszcz nastolatek. Miliony sprzedanych płyt, rozdanych autografów, kochających fanów. Jednak blask fleszy potrafi zmęczyć, przebywanie wśród tzw. śmietanki, „prawdziwych gwiazd” i snobów, sprawia, że sam blakniesz. Tracisz swoje kolory, przestajesz być unikatowy, po pewnym czasie czujesz się jak robot, tracisz chęć do wszystkiego. Tracisz wenę, stajesz się „przeterminowany”. Potrzebujesz przerwy… Chcesz powrócić to tego co było…"

Bohaterowie dodani w trakcie opowiadania




Pearl Downson

Słodka dziewczyna o brązowych włosach i oczach. Wielka fanka Justina Biebera. Najlepsza przyjaciółka Savannah, broni swojej przyjaciółki jak może przed jej "oprawcami", chodź wiele ryzykuje bo sama jest stypendystką, a w tej prestiżowej szkole nie toleruje się stypendystów. Kocha swoją rodzinę i często do nich dzwoni. W przyszłości chce być lekarzem.



Victoria Moore


Przewodnicząca szkoły i grupy cheerleader. Najbardziej popularna dziewczyna w szkole.Jest mega bogata, a wszystkie jej sprawy załatwiają rodzice. Nienawidzi Savannah ! Sadzi, że nie zasłużyła na bycie w tej szkole, to ona wywiera presje na innych, aby ja dręczyli i to ona wymyśla głupie przezwiska dla Savannah. Zakochana w Bieberze i za wszelka cenę, chce go zdobyć.



Sean O'Donnell

Nieprzyzwoicie bogaty i przystojny chłopak. Przez pewnien czas chodził z Victorią, zmuszany do dręczenia Savannah. Najpopularniejszy chłopak w szkole,jednak jemu na tym nie zależy. Kiedy Victoria zerwała z nim dla Justina , zrozumiał swoje błędy i postanowił wynagrodzić wszelkie winy Savannah. Zamierza zemścić się na Victori.





Kate Winslet

Piękność którą Victoria uważa za swojego wroga, lecz nie jest w stanie jej prześladować jak Savannah, ponieważ większość osób ją lubi. Kate jednak rok temu dała się wplatać Victorii w jej intrygi, wie, że będzie tej decyzji żałować do końca życia, nie pozwoli już sobą więcej manipulować. Dlatego kiedy słyszy, że Victoria znów planuje zastraszać Savannah, tworzy swój "ruch" który ma się sprzeciwić planom Victorii.


Prolog


Usadowiłam się wygodnie na łóżku i wyjęłam z plecaka moją ulubioną książkę. Nareszcie chwila spokoju, w końcu mogę się zrelaksować. Wyjęłam zakładkę i zaczęłam czytać. Nie wiem ile godzin już czytałam, całkowicie pochłonęła mnie historia Willa i Ronnie z „Ostatniej Piosenki”, uwielbiałam tą książkę, sama marzyłam o takiej miłości. Moje czytanie zostało brutalnie przerwane przez Pearl, moje najlepsza przyjaciółka wpadła do pokoju i jak zwykle coś trajkotała.
- Wiesz, że Justin Bieber zerwał z Seleną ?-ohh… jak zwykle temat jakiegoś głupiego, rozpieszczonego gwiazdorka. Westchnęłam cicho i przewróciłam kartkę.- A wiesz, co jest najlepsze, powiedział, że chciałby trochę przystopować, chce wrócić do normalnego życia .Pochodzić do szkoły…
- Tak ? Życzę powodzenia- powiedziałam od zirytowana
- Tylko, że ty nie rozumiesz…!- powiedziała zdenerwowana, co sprawiło, że spojrzałam na nią znad podniesionych brwi.- Ciebie w ogóle nie interesuje świat… On się zastanawia na szkołą Elite South Kalifornia High School czy naszą…


Od autorki: Nowe opowiadanie to "Broken Strings". Nazwa oraz treść będzie odpowiadać słowom piosenki Jamesa Morrisona ft. Nelly Furtado- Broken Strings.
Może wam się zdawać z prologu, że opowiadanie będzie podobne do filmu "Kopciuszek Roztańczona Historia" jednak to opowiadanie zmierza w całkiem innym kierunku"
Przepraszam, że dopiero teraz. Jak dobrze wiecie jest koniec roku szkolnego i trzeba starać się o średnią, a ja walczę o moją 4.0 ! Nie przejmowałabym się tym aż tak, gdyby nie wyjazd do Stanów. No, ale to odłóżmy na inny plan.
Chcę, aby ten blog przeszedł parę metamorfoz. Postaram się to zrobić w najbliższym czasie.
A teraz wprowadzam zasadę z komentarzami, której będę ostro przestrzegać. Przykro mi. Nie mam pojęcia, czy wam się podoba opowiadanie czy jednak nie... Tak więc od tej pory będę dodawać rozdziały, jeśli pod poprzednią notką pojawi się określona liczba komentarzy.
Dziękuję za uwagę !

10 komentarzy = 1 Rozdział


11.06.2013 o godz. 21:20

32

Czytasz= Komentujesz.
Widzę, że licznik odwiedzin wzrasta, a tylko 4 kom .?!

Chciałabym poznać waszą opinię na temat rozdziałów...
Dla was to tylko chwila.


** 32 **
*Ostatni*



*** 2 miesiące później


-Skazuje Michaela Santosa na dożywotni pobyt w zakładzie karnym z warunkowym zwolnieniem po 25 latach- sędzia zamknął rozprawę uderzeniem młotka, wszyscy zaczęli wychodzić. odetchnęłam z ulgą, nareszcie koniec moich kłopotów. Zaczynam nowe życie u boku Justina Biebera. Tak tego sławnego bożyszcza nastolatek.
Justin złapał mnie za rękę, a mnie przeszedł dreszcz, chyba nigdy się nie przyzwyczaję do tego jak on na mnie działa. Uśmiechnęłam się.
- Tak więc co moja księżniczka, ma zamiar teraz robić ?
- Zamierzam żyć pełnią życia…- byłam cała w skowronkach.
- Tylko tym razem ze mną. Już mi nigdzie nie uciekniesz- wychodziliśmy z budynku sądu. Nagle rozległy się piski, jakieś głosy i błysk fleszy. Każdy polował na sensacje z Justinem w roli głównej. Na początku nie mogłam się przyzwyczaić do tej całej sławy, lecz teraz było mi to obojętne. Chciałam cieszyć się życiem…z Justinem… pamiętam pobyt w szpitalu, jego wyznanie, to jak się mną opiekował…


Obudziłam się cała obolała, w pokoju było ciemno, a słabe światło dawała mała lampka. Obróciłam ciężką i obolałą głowę w bok. Zauważyłam śpiącego Justina. Z wielkim trudem podniosłam rękę i pogłaskałam jego miękkie brązowe włosy. Justin podniósł głowę, przez co moja ręka została strącona i bezwładnie opadła na łóżko. Justin mrugnął parę razy, wyglądał tak słodko, taki zaspany…
- Hej…- wychrypiałam, nawet nie zdawał sobie sprawy, że mam taką chrypę. Dyskretnie odchrząknęłam.
- Eva...kochanie jak dobrze, że już się obudziłaś tak się bałem… zawołam pielęgniarkę.- wyrzucał z siebie słowa z szybkością pocisków. Zaśmiałam się lekko.
- Nie trzeba. Czuję się dobrze, rano przyjdzie i mnie zbada.- Justin skrzywił się trochę, jednak nic nie mówił.
- Nawet, nie wiesz, jakiego stracha mi napędziłaś… wszystkim nam. Nawet nie wiem na kogo jestem bardziej zły. Na ciebie, że tak głupio ryzykowałaś- chciałam zaprzeczyć jednak zgromił mnie wzrokiem, a słowa uwięzły mi w gardle.- Nic nie mów. Odpoczywaj. Wracając do tematu, to czy jestem zły bardziej na ciebie, czy na siebie, że dałem ci się w to wszystko wpakować.- popatrzyłam na niego, był śmiertelnie poważny.
- Przepraszam za wszystko, byłam głupia, samolubna, bezmyślna…- Justin zamknął mi usta delikatnym pocałunkiem. Ohh… jak bardzo brakowała mi tego smaku i jego ciepła.
- Nie mnie powinnaś przepraszaj, wyobrażasz sobie co przeżywali. Odchodzili od zmysłów i też są na ciebie strasznie źli, chyba nawet bardziej niż ja. Ashton, Ariana oni też są źli….
- Skończ z tym „ Wszyscy są źli na Eve”- przerwałam mu, nie byłam wstanie słuchać tego dalej.
- Wiesz jak bardzo cię kocham- pokręciłam głową- nigdy nie wierzyłem, że można kogoś kochać, że aż boli, dopóki nie poznałem ciebie. A wiesz co jest najgorsze, że kiedy chciałem ci o tym powiedzieć, to zniknęłaś, odchodziłem od zmysłów. I szczerze mogę powiedzieć, że od miłości chyba gorsza jest tęsknota i poczucie takiej pustości…- teraz to ja przerwałam mu jego wywód emocji, pocałunkiem. To był chyba najszczęśliwszy dzień mojego życia. Czułam się jakbym wygrała w TOTKA.
- Też cie kocham i nigdzie się nie wybieram. A teraz połóż się obok mnie...- spojrzał na mnie dziwnie- no przecież wiem, że ci jest niewygodnie.
- Daj spokój prześpię się w fotelu. Nie ruszę się na krok od ciebie- odchyliłam skrawek kołdry i poklepałam miejsce obok siebie.
- No nie daj się prosić- chłopak pokręcił głową, lecz posłusznie ściągnął buty i położył się obok mnie.
- Nie sądzę, aby lekarzom i pielęgniarkom to się spodobało…
- Nie obchodzi mnie ich zdanie…- powiedziałam wtulając się w jego tors, delektując się się ciepłem bijącym od niego. Nareszcie w pełni poczułam się bezpieczna, tak jakby cały mój świat ograniczał się do jednego osobnika leżącego obok mnie.
- Kocham cię- powiedziałam i zasnęłam w jego raminach




- Eva już jesteśmy- spojrzałam w bok, byliśmy przed włoską restauracją. Musiałam się zdrzemnąć w drodze. Przeciągnęłam się w siedzeniu, lecz po chwili usłyszałam śmiech.
- Słodko wyglądasz kiedy jesteś taka zaspana i zdezorientowana- zrobiłam naburmuszona minę, co wywołało napad śmiechu u Justina. Właśnie otwierał drzwi z mojej strony. Wyszłam z samochodu i zaczęłam iść w stronę wejścia, nie obracałam się za siebie aby zobaczyć co z Justinem, udawałam obrażoną.
- Kochanie… przecież wiesz jak bardzo cię kocham…ejej… nie obrażaj mi się tu- podbiegł do mnie i złapał w pasie. Zaczął jeździć nosem po mojej szyji. Udawałam nie wzruszoną, chodź on doskonale wiedział co na mnie działa. Odwrócił mnie w swoją stronę, tak, ze stykaliśmy się nosami.
- A wiesz kiedy kocham cię najbardziej, kiedy udajesz, że mój dotyk wcale cię nie rusza, kiedy udajesz obrażoną, tylko dlatego, żeby mieć pretekst aby mnie pocałować- cholera… rozgryzł mnie. Przycisnął mnie bliżej siebie, tak, że połączyliśmy się ciałami- A wiesz kiedy ty mnie kochasz najbardziej, kiedy staram się ciebie w taki sposób przepraszać i wiesz, że jestem cały twój…- powiedział po czym zachłannie wpił się w moje wargi. Pierwszy raz całował mnie z taką gorliwą pasją, czułam jakby jego usta płonęły. Oderwaliśmy się od siebie, lecz stykaliśmy się czołami.
- Miałem cię zapytać w czasie kolacji, lecz zrobię to teraz- popatrzyłam na niego z koncentracją- zamieszkasz ze mną w Los Angeles i pojedziesz, ze mną w trasę koncertową do około świata ?- totalnie zbił mnie z pantałyku. Miałam mentlik w głowie.
- Myślę, że warto spróbować- powiedziałam po chwili namysłu, chłopak złapał mnie w pasie i zaczął się kręcić jak szalony. Byłam na szczęśliwą dziewczyną na świecie

<><><><><><>
Postanowiłam zakończyć historię Evy I Justina, Nie miałam pomysłów na ciąg dalszy :c Przepraszam...
Jednak chciałabym wrócić to z innym opowiadaniem. I tu zapytanie do was przy chcielibyście nowe opowiadanie. Czy już macie mnie dosyć ?
Odpowiedzi w komentarzach
Tagi: 32
01.06.2013 o godz. 23:15

** 31 **



Pioseneczka (może wam się wydawać, że piosenka, nie pasuje, lecz moim zdaniem nadaje temu rozdziałowi nastrój <być może dlatego, że pisałam rozdział słuchając tego kawałka>)

Perspektywa Evy


-Nate, Boże wyglądasz okropnie ! Co oni ci zrobili ?- chłopak kołysał się na wszystkie strony, wyglądał koszmarnie krew lała się mu z nosa i wargi, miał podbite oko.- Trzymam cię…- z przerażeniem złapałam przewracającego się chłopaka, który syknął z bólu, a na twarzy pojawił się grymas. Przestraszona, że coś mu się stało, poluzowałam uścisk i położyłam go na łóżku.
- Eva, nic ci nie jest ? Oni…oni chcą cię skrzywdzić…
- Nie Nate nic mi nie jest...- pogłaskałam chłopaka po głowie
- To dobrze…to dobrze- chłopak wypowiedział z trudem i stracił przytomność. Mną zaś wstrząsnął płacz. Winiłam siebie za to, że wplątałam w to wszystko Nate’a. Miałam nadzieję, że policja przybędzie na czas nim będzie za późno.

Perspektywa Justina


- Pierwsza grupa pójdzie na północ, druga na południe, a trzecia od wschodu, zaś czwarta będzie czekać na zachodzie, kiedy nasz wróg znajdzie się w potrzasku i będzie uciekać, obierze kurs na zachód, a wy macie mu w tym przeszkodzić. Pan, panie Bieber i państwo McCard pójdziecie z grupą pierwszą, tylko pamiętajcie macie się trzymać na tyłach. Wszystkie siły ratunkowe mają być w pogotowiu.- patrzyłem na mapę, próbując coś zapamiętać, próbując się skupić, jednak na marne, moje myśli wciąż krążyły wokół Evy.
- Panie Bieber rozumie pan…- zdezorientowany popatrzyłem na Grey’a, komandosa dowodzącego całą tą akcją i z przykrością zauważyłem, że znów się wyłączyłem. Pokiwałem twierdząco głową, nie wiedząc o czym była mowa, żeby tylko nie wyjść na idiotę.
- W takim razie zbieramy się- Grey zaczął wychodzić, a cała gromada ruszyła z nim jak jeden brat.

Perspektywa Evy


- Ciii….leż- Nate spojrzał na mnie, jego wzrok był pełen bólu, zmęczenia, a szczególnie smutku.- O Nate, przepraszam tak bardzo cię przepraszam- nie wytrzymałam, wybuchłam płaczem, nie byłam wstanie wytrzymać dłużej tego wzroku.
- Eva…- poczułam jak przyciąga mnie do siebie i lekko przytula- To nie twoja wina. To był nasz wspólny plan, nie możesz winić tylko siebie.- głaskał mnie po głowie uspokajając.
- Wiesz może co się tam stało, ciągle panuje jakiś harmider- powiedziałam drżącym głosem chcąc zmienić temat.
- Doszło do strzelaniny, jakiś dwóch typków się pokłóciło, a ten cały Michael strzelił do jednego po tym jak ten go opluł-powiedział. – Nic ci nie zrobili ?- zapytał patrząc na mnie badawczym wzrokiem.
- To chyba ja powinnam cię o to spytać – powiedziałam podnosząc głowę, uśmiechnęłam się lekko, chłopak odwzajemnił, jednak chwilę później skrzywił się z bólu.
- Nie przypuszczałem, że kiedykolwiek będzie mnie bolał uśmiech- parsknęłam śmiechem, on też lecz chwilę później zaczął strasznie kaszleć. Przestraszona podniosłam go lekko, lecz usłyszałam tylko jęknięcie Nate. Przestraszona, że mu coś zrobiłam, puściłam go i oddaliłam się od niego na bezpieczną odległość.- Eva….boli….- powiedział i znów stracił przytomność.
Podeszłam do chłopaka, wyglądał jakby spał, prawie wcale nie podnosił klatki piersiowej, przy oddychaniu, przestraszona, że umarł wstrzymałam oddech i nasłuchiwałam. Miał strasznie płytki oddech, odetchnęłam z ulgą. Chcąc zbadać czy chłopak ma inne obrażenie podniosłam jego bluzkę do góry, przestraszona opuściłam ją z powrotem, miał liczne siniaki, a szczególnie na żebrach, jak i również wiele ran jakby zadanych nożem, czy czymś. Wyglądał koszmarnie, bałam się o niego. Tylko, żeby przeżył. Dużo razy słyszałam, że jeśli ktoś ma złamane żebra to może spowodować przebicie płuca, a wtedy człowiek umiera, a siniaki na żebrach Nate świadczyły o tym, że prawdopodobnie te sukinsyny połamały mu żebra. Znów wybuchłam płaczem…..

Perspektywa Justina


- Donawan idziesz z przodu, Maxwell na pozycje z snajperami, Marley zostajesz z nimi z tyły, w razie potrzeby broń ich i nie wahać się strzelać- Grey pokazał coś jeszcze w powietrzu rękoma i ze swoimi komandosami zniknęli gdzieś w ciemności i krzakach. Znajdowaliśmy się na jakiejś farmie pastora Morrisa, która bardziej przypominała dzicz niż farmę. Zdenerwowany nerwowo potrząsałem głową, cały czas wydawało mi się, że ktoś za mną idzie, że mnie śledzi, rozbawiony, cały czas musiałem sobie przypominać, że wokół mnie jest pełno wyszkolonych żołnierzy i policjantów, którzy gdzieś tu się ukrywają. W ciemności potknąłem się o jakieś zarośla, przewracając się w wodę i błoto
- Kurwa-zakląłem pod nosem , w myślach przekląłem wczorajszą i dzisiejszą deszczową pogodę. Bóg ci zapłać, że teraz nie pada ! Otrzepałem się i ruszyłem w kierunku, państwa McCard. Szybko jednak, spostrzegłem się, ze ich nie ma, zniknęli gdzieś razem z Marleyem, a ja jestem pośrodku niczego.

Perspektywa Evy.


Znów spojrzałam na sztywno ułożone ciało Nate, wyglądał tak spokojnie kiedy spał. Może to lepiej, że śpi, odpoczywa, a może umiera. Nie, na pewno nie ! Wyrzuć te myśl z głowy Eva !- krzyczałam na siebie w myślach. To nie jest mu pisane. Wiem, to będzie prowadzić normalne szczęśliwe życie z wybranką jego serca, będzie miał kilkoro dzieci, dobrze płatną pracę. Będzie szczęśliwym człowiekiem, bez żadnych trosk ani kłopotów. Tak, tak właśnie będzie. Obrzuciłam spojrzeniem pomieszczenie, który to już raz ? Nie mam pojęcia. Po raz kolejny, bałam się pogrążyć w myślach o mojej przyszłości, dlaczego ? Odpowiedź była prosta, nic nie będzie tak jak dawniej. Już nie jest tą samą osobą dla siebie, a co najważniejsze dla innych. Czy to wszystko było błędem ? Sądzę, że nie, szczerze nie postrzegam błędów, bo to właśnie dzięki nim jesteśmy tym kim jesteśmy, to, gdzie się znajdujemy, z kim to tylko i wyłącznie nasza wina, błędy są tylko nauczką. Szkoda tylko, że zawsze mam największe problemy…
- Eva… jeszcze tu jesteśmy… śniło mi się, że jestem w domu… było lato…ohh… było mi tak błogo i dobrze- wychrypiał Nate, przy czym wyrwał mnie z zamyślenia.
- Jeszcze będziesz miał tą swoją idyllę, obiecuję ci to- powiedziałam łapiąc go za rękę.
- Boli…- powiedział z łzami w oczach.
- Wiem.- powiedziałam- leż spokojnie, to będzie mniej boleć- chciał się poruszyć, jednak mu przerwałam. Spojrzał na mnie smutno. Wiedziałam, że go boli, lecz co miałam powiedzieć…nie byłam w stanie obiecać mu czegoś co się nie urzeczywistni… opuściłam ramiona, w geście bezradności i rezygnacji….

Perspektywa Justina.


- Młody co ty tu robisz ?- Grey wydał z siebie syk, chyba był wściekły
- Zaczepiłem o jakiś konar i się przewróciłem. Kiedy zdołałem się wyplątać Marleya nie było…- uciszył mnie gestem ręki. Nagle rozległ się ogłuszający huk… później mocny powiew wiatru… myślałem, że za chwilę się przewrócę. Na niebie tańczyły iskry, a w oddali było widać płomienie. Widać było ludzi wybiegających z budynku, wyglądali na zdezorientowanych.
- Grupa druga przygotować się do szturmu- powiedział Grey.
- Tak jest- odpowiedział głos w słuchawce.
- Snajperzy na miejsca
Ponownie spojrzałem w kierunku płomieni, z przerażeniem zauważyłem, że ogień się rozprzestrzenił.
- Kurwa wzywaj straż i pogotowie !- Grey wyglądał na wściekłego, pewnie nie miał w planach rozprzestrzenienie się ognia. Spojrzałem w tamtym kierunku, przez chwilę nie mogłem dostrzec co się tak pali, przerażenie zalało moje serce… to był budynek. Prawdopodobnie budynek w którym przetrzymują Eve…

Perspektywa Evy


W pomieszczeniu zaczęło się zbierać mnóstwo dymu, wszędzie było go pełno. Przestraszona, podbiegłam do drzwi i zaczęłam przekręcać kulką.
- Ałł- syknęłam z bólu, klamka parzyła, a w pomieszczeniu zaczynało brakować powietrza. Złapałam za bluzę zostawioną przez Michaela i przekręciłam kulką, drzwi o dziwo, otorzyły się.
- Nate, dasz radę iść ??- chłopak twierdząco pokiwał głowę, podniosłam go do pozycji siedzącej i przerzuciłam sobie jego rękę przez ramię, oplotłam rękami w pasie i ruszyłam w kierunku drzwi.
Cały budynek był w płomieniach, prawie w ogóle nie było pola do manewru i do tego jeszcze we dwójkę. Czułam na skórze liźnięcia płomieni ognia, było strasznie gorąco i do tego oczy zaczęły mi łzawić od dymu. Nate przytrzymywał się mnie kurczowo, próbując mi w jakiś sposób ułatwić poruszanie. Nagle przed nami spadła wielka belka, w ostatniej chwili odskoczyliśmy, jednak poczułam jak coś pali moją skórę. Spojrzałam na moją bluzkę, płomienie strawiły ją w połowie, parząc przy tym moją skórę. Piekło jak cholera, jednak musiałam wydostać się z budynku. Przeszliśmy obok belki i ruszyliśmy jakimś korytarzem prosto, prawie w ogóle nie widziałam drogi, dym unoszący się wszędzie drapał w gardło, przez co nie mogłam racjonalnie myśleć. Przytulona do Nate, wytrwale szłam dalej.
- Ałł… Nate wyciągnij mnie stąd do cholery zrób coś !- moja noga zapadła się pod rozsypującą się podłogą, klinując przy tym wyciągnięcie jej z powrotem, nagrzane drewno paliło moją skórę. Chłopak próbował wyciągnąć, szarpał, lecz nie przyniosło to żadnego efektu oprócz większego bólu. Spojrzałam w górę, zauważyłam, że jedna z belek zaraz spadnie, wprost na nas.- Nate błagam szybciej- nie wiedziałam czy łzy spływające po mojej twarzy to łzy rozpaczy, czy to tylko efekt dymu. Belka przechyliła się groźnie, moje serce jakby na chwilę przestało bić. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tępie, belka się zarwała, Nate wyszarpał moją nogę i pociągnął do przodu. Słyszałam tylko trzask rozlatującego się drzewa. Natem pociągnął mnie w dalszą drogę, ruszyliśmy prawie biegiem w stronę wyjścia. Kaszlałam jak oszalała, kiedy myślałam, że już koniec, wypadliśmy na zewnątrz, chwilę później budynek posypał się jak domem z kart.

Perspektywa Justina.


Budynek się zawalił, patrzyłem przerażony, modląc się w duchu, aby Evy nie było w tym budynku. Szybko ruszyłem w kierunku, palącej się ruiny. Poczułem wstrząs i wylądowałem na ziemi.
- Nigdzie się nie ruszasz !- zostałem przygnieciony ciężarem Grey’a do ziemi.
- Dziewczyna z chłopakiem są na zewnątrz jakie rozkazy ?- rozległ się głos w słuchawce. Odetchnąłem z ulgą, nic jej nie jest. Nareszcie ja zobaczę ! Grey zszedł ze mnie.
- I oby to była ostatnia taka akcja, rozumiemy się, ja tu jestem szefem- wstałem i otrzepałem się. Nienawidziłem czekać. Zdenerwowany zacząłem przegryzać wargę. Płomienie stały się jeszcze większe, co było dziwne bo budynek był prawie spalony.
- Ja pierdole, benzyna ! Wycofać się ! Wycofać się- nagle rozległ się wielki huk, a wielka fala ognia wyskoczyła go góry… Chwilę później było słychać strzały.
- Cała brygada na przód- Grey zaczął powoli iść w kierunku płomieni, wszyscy ruszyli za swoim przywódcą.
Padające strzały wydawały się nie mieć końca. Będąc jakieś 20 metrów od spalonego budynku, widziałem, jak „nasi” otaczają jakąś grupę, chwilę później strzały ucichły. Zauważyłem Eve, stała obok jakiegoś z komandosów, tłumacząc mu coś, pokazywała na jakiegoś chłopaka stojącego nie opodal nich…

Perspektywa Evy.


Tłumaczyłam jakiemuś policjantowi, że potrzebna jest karetka dla Nate’a. Mężczyzna, próbował mi wytłumaczyć, że służby ratunkowe są już w drodze, jednak była nie ugięta. Bo do jasnej cholery, to chyba jest jakaś poważna akcja skoro ściągnęli komandosów, to do kurwy nędzy gdzie się podziewa pogotowie, w razie jakby byli jacyś ranni! Wściekła, odwróciłam się, stanęłam jak wryta, jakieś dziesięć metrów dalej stał Justin. Patrzyliśmy na siebie, mimo półmroku widziałam jego zmieszaną minę. Tyle razy myślałam co mu powiem kiedy wyrwę się z tego bagna, jednak teraz stałam jak słup soli, nie wiedząc co z sobą począć. Był tu dla mnie, przyjechał dla mnie, Justin mój, Justin.
Moja złość, prysnęła jak bańka mydlana, teraz jedyne czego potrzebowała to znaleźć się w ramionach Justina, tak więc postanowiłam zrobić pierwszy krok, zaczęłam iść w jego stronę. Prawdopodobnie ostatni raz, spojrzałam na moich oprawców, wyglądali prze zabawnie, tacy bezradni zebrani w kupkę, mając ręce za głową. W ciemności zauważyłam jakiś przepych, to Michael, sięgał za swoją bluzkę, patrzył w skupieniu na Justina.
Nie ! Tylko nie to !
Zaczęłam biec, nie oglądając się na nikogo, wiedziałam co planował Michael.
Jeszcze tylko trzy metry…
Dwa metry….
Metr…
Rzuciłam się ramiona Justinowi, zasłaniając go całym swoim ciałem, chwile późnej rozległ się huk. Poczułam jak coś przebija moją skórę, było to ból nie doniesienia. Zaczęłam tracić zmysły, ostatnio co pamiętam, to jakieś krzyki, wycie syreny i harmider panujący wokoło. Potem nastała ciemność...

<><><><><><>
Pewnie będziecie zdziwione, że tak szybko NN, ale to wszystko dzięki sexy-chick <Polecam Bloga, jest Mega *.*>. Twój komentarz przypomniał mi jak blog jest dla mnie ważny, dlaczego go założyłam i jak bardzo was zawodzę dodając denne rozdziały i do tego dopiero po miesiącu. Tak więc postaram się dodawać rozdziały częściej, aby sprawić satysfakcję sobie jak i wam.

Dziękuję za to, że jesteście i, że byłyście mimo wszystko ! ♥♥♥
A teraz oddaję rozdział do waszej oceny. Według mnie jest taki sobie, lecz pisanie go sprawiło mi niesamowitą frajdę.

Enjoy ♥

Ps. Przepraszam, za to, że was opuściłam, nowy rozdział za jakieś 4-5 dni, co wy na to ?
Tagi: 31
28.05.2013 o godz. 14:34
** 30 **



Obudziłam się całkowicie obolała i zmarznięta. Nie czułam nic po za bólem, który wypełniał moją klatkę piersiową kiedy oddychałam. Wszędzie było pełno wody, czułam się cała mokra, lecz nie widziałam gdzie się znajduje, ponieważ na głowie miałam jakiś worek. Moje ręce i nogi były zakneblowane, próbowałam się choć odrobinę ruszyć. Na próżno. Spróbowałam jeszcze raz, lecz tym razem kopnęłam w jakiś przedmiot, który się przewrócił i z hukiem uderzył o ziemię, rozbryzgując wodę.
- Nasza królewna się obudziła- nagle, z mojej głowy zniknął worek. Światło wypełniające pomieszczenie, oślepiło mnie. Musiałam kilka razy zamrugać, aby przyzwyczaić się do światła.- Mówiłem, że cię znajdę, a nie było to trudne. Wiesz co się robi z niegrzecznymi dziewczynkami ?- sparaliżowana strachem, byłam w stanie tylko pokręcić głową. Michael zaśmiał się szyderczo, jednak jego śmiech wywołał u mnie gęsią skórkę, jego słowa echem odbijały się w mojej głowie.- gwałci się je, każdy mężczyzna z naszego gangu ma teraz do ciebie prawo, potem zazwyczaj się zabija, lecz jesteś zbyt ważna, tak więc prawdopodobnie damy ci żyć z takim upokorzeniem, a do puki twój chłoptaś nie da kasy, każdy, powtarzam każdy z nas będzie cię mógł przerżnąć jak będzie chciał.- przejechał palcem bo moim policzku. Spojrzałam na niego oczami pełnymi strachu i łez. Nie byłam w stanie normalnie myśleć, moją głowę wypełniała jedna myśl : GWAŁT !
Michael nachylił się, tak, że znajdowaliśmy się twarzami na tym samym poziomie, wstrzymałam oddech. Nie wiem czemu, nie mogłam oderwać oczu od jego oczu, widać było w nich pogardę.
- Dlaczego miałbym nie skorzystać z takiej okazji teraz ?- dalej patrzyłam mu w oczu, nagle jego ręką znalazła się pod moją bluzką, zaczęłam się szamotać. Dostałam w twarz, czułam jakny jedna strona twarzy nagle przestała mieć czucie, a Michael dalej próbował się do mnie dobrać. Znów ta ręka pod koszulką.
- Proszę nie rób mi tego… proszę nie….błagam…- widziałam takie rzeczy w filmach grozy, jednak błaganie i płacz nie przynosiły efektów.
- Dlaczego nie ? Jesteś dla mnie nikim, taką samą szmatką jak wszystkie, dlaczego mam tego nie robić ? Gościłem cię w moim domu, było ci źle ?- dławiłam się własnymi łzami, czułam, że zaraz zemdleję z nadmiaru emocji. – Pytam, było ci źle ?!- krzyczał, przerażona pokręciłam głową, bałam się. Jedyne o co w tamtej minucie się modliłam to aby zapaść się pod ziemię, zniknąć gdzieś…
- Tak więc czemu zachciało ci się uciekać ? I jeszcze z tym szczylem- prychnął- Teraz kiedy okazałaś się dziwką, jesteś dotykalna. Każdy chciał cię przerżnąć i pokazać że nie jesteś taka niewinna, czysta, a teraz mają okazję. Sam należałem do tej grupy, tak więc teraz mogę cię wydymać na milion sposobów i do tego jako pierwszy. Myślisz, że nie skuszę się na taką okazję-rozwiązał mi ręce- mylisz się- rzucił mną o jakieś rozlatujące się, chyba zgniłe i zgrzybiałe łóżko, nagle o moje nozdrza uderzył mocny zapach stęchlizny, zachciało mi się wymiotować, a ból w klatce piersiowej pogorszył się, by ledwo to wytrzymania. Michael podszedł od tyłu i obrócił mnie w swoją stronę, jednym mocnym szarpnięciem rozerwał moją bluzkę. Poczułam się…obnażona ? Nie to stanowczo za słabe słowo do określenie tego co poczułam.
- Hmm… wygląda stanowczo lepiej niż sobie to wyobrażałem- jego szyderczy śmiech odbijał mi się w głowie, czułam jakby głowa zaraz miała mi pęknąć, a serce wyskoczyć z piersi. – A teraz sprawisz mnie przyjemność, jeśli mi się nie będzie podobać to co robisz dostaniesz karę- ściągnął z siebie bluzę i zaczął rozsuwać zamek spodni.

- No to zaczynamy zabawę. – złapał mnie za głowę, jednak po chwili do pokoju ktoś wpadł. Odetchnęłam. Nie wiem czemu skoro i tak wiedziała, że prędzej czy później to zrobi, lecz lepiej będzie kiedy stanie się do później.
- Szefie, szybko… mamy problem- Michael zamknął oczy i odwrócił się do chłopaka
- Nie widzisz jestem zajęty- powiedział lodowatym tonem
- Przecież bym nie biegł po ciebie, gdyby ten problem nie był poważny !- chłopak zaczął się nerwowo wypowiadać słowa, Michael westchnął i przeczesał włosy.
- Dobra idziemy, a z tobą jeszcze nie skończyłem- powiedział zamykając drzwi od pokoju.
Rozwiązałam stopu i szybko wstałam z tego obrzydliwego łóżka, nie wiedziałam co z sobą zrobić, przecież on tu wróci. Nie ma jak uciec jego ludzie są wszędzie, a on sam dopadnie mnie i znajdzie.
Boże co robić ?!
Obrzuciłam wzrokiem pokój. Prawdopodobnie znajdowaliśmy się w jakiejś starej ruderze, która przeciekała, bo na podłodze było pełno wody. Mój oddech był nerwowy, ale to chyba normalnie u prawie ofiary masowego gwałtu…
Spojrzałam jeszcze raz z obrzydzeniem na łóżko. Zaraz, Michael zostawił swoją bluzę, może znajdę w niej coś co się mi przyda do obrony. Wręcz rzuciłam się do kawałka materiału, pierwsza kieszeń…Nic….druga kieszeń…Nic… rzuciłam wkurwiona pieprzoną bluzą o łóżko, jednak w chwili uderzenia o nie rozniósł się głuchy dźwięk, zdziwiona spojrzałam jeszcze raz na bluzę. Nieco spokojniejsza zaczęłam ponowne przeszukiwanie, dotykając materiału odkryłam, że wewnątrz jest ukryta kieszonka. Drżącymi rękoma ję otworzyłam…. W środku znajdował się telefon….telefon Michaela. Moje ręce drżały tak bardzo, że przez chwile nie mogłam trafić w wyłącznik blokady. Westchnęłam i zaczęłam się uspokajać , spróbowałam znów…udało się ! Dziwne Michael nie ma kodu ? Może to jakaś podpucha… i tak nie mam nic do stracenia…oprócz godności…
Zastanawiałam się co robić , do kogo zadzwonić. Wiedziałam, że czas leci nie ubłaganie, modliłam się, aby Michael jeszcze nie wracał. Do rodziców nie mogłam zadzwonić, co bym im powiedziała, do Justina, to samo, Boże…. Miałam dzwonić na policję, lecz nagle rozległ się donośny huk, jakby ktoś strzelał z pistoletu, podskoczyłam z przerażenia, a telefon wypadł mi z rąk. Uderzył o zimną twardą, zalaną wodą podłogę , mój oddech przyśpieszył. Zniszczyłam moją ostatnią nadzieję, na wolność, przez strach ? Powtarzali mi, że strach tnie głębiej niż miecze, wiedziała, że panika w tej chwili to mój najgorszy wróg, wiedziała, a ja głupia…. Matko nie wybaczę sobie tego do końca życia, jeśli ten telefon nie chodzić. Podniosłam urządzenie z podłogi, wytrzepałam z wody i dokładnie wytarłam… cud…cud… chodził….. Wykręciłam numer…jeden sygnał…drugi sygnał...
- Dzień dobry tu komenda policji….-przerwałam jakiemuś mężczyźnie
- Nazywam się Eva McCard, jestem poszukiwana od miesiąca. Zostałam porwana przez Michaela Santosa, a dokładniej przez mafię Campione. Błagam pomórzcie mi….
- Panno Evo, gdzie się teraz pani znajduje ?- usłyszałam nieznajomy głos po drugiej stronie linii, to nie był ten sam mężczyzna co wcześniej
- Nie mam pojęcia… zostałam złapana na ucieczce na 34 obok Montrealu.
- Niech pani opisze co pani widzi…
- Nic nie widzę, przetrzymują mnie w jakimś opuszczonym domu, w pokoju gdzie pełno jest wody i nie ma okien…- powiedziałam zdenerwowana.
- Niech się pani nie denerwuje… nam naprawdę zależy na pani bezpieczeństwie…Zlokalizujemy panią, niech się pani nie rozłącza przez jakiś czas- byłam w stanie się nie rozłączać do wrócenia Michaela co maiło być później nie mam pojęcia, bałam się jak cholera, tego co miało nadjeść, zbliżało się nie zwłocznie…- Dobrze namierzyliśmy panią, proszę utrzymać porywacza w jednym miejscu przez około 30 minut, potem się tam zjawimy…..
- Pan nie rozumie oni chcą mnie zgwałcić, są uzbrojeni, mają ludzi… tak strasznie się boję…- wychlipałam do słuchawki
- Zrobimy co w naszej mocy, aby zapewnić pani bezpieczeństwo, niech się pani nie boi my też mamy ludzi, zrobimy wszystko, aby….- usłyszałam kroki, szybko się rozłączyłam i wręcz wrzuciłam telefon do bluzy… chwilę później drzwi się otworzyły…

***
Perspektywa Justina.



- Młody, weź się postaraj i powtórz tę wrotkę. To ma być idealnie !- popatrzyłem na Scootera i bez słowa zacząłem znów śpiewać tak dobrze znaną mi formułkę słow.
- No nareszcie !! Mamy to- uśmiechnąłem się sam do siebie, wreszcie koniec na dzisiaj. Mogłem pójść do mojego pokoju i pogrążyć się w myślach, zacząć tworzyć nowe denne piosenki o tęsknocie.
Ostatnio o niczym innym nie myślałem tylko o tym. Bałem się pomyśleć, że Eva nie żyje wolałem uznawać ją za zaginioną, tylko szkoda, że zaginęła przez mnie. To wszystko moja wina… o niee i znów zaczyna się moje osobiste użalanie się nad sobą, wytykanie błędów, a zarazem popadnie w melancholię. Wszyscy mówią zapomnisz, poznasz kogoś nowego, znów się zakochasz. Nie bój nic ! Wszystko będzie dobrze…nawet głos w mojej głowie ma sarkastyczny ton. Co się ze mną dzieje ?!
Poczułem wibrowanie w kieszeni, wyjąłem, telefon i przycisnąłem zielona słuchawkę.
- Słucham
- Pan Justin Bieber ?
- Tak to ja…kim pan jest ?- byłem zdziwiony, myślałem, że dużo trudniej jest zdobyć numer telefonu gwiazdy, a tu jakiś obcy mężczyzna do mnie dzwoni…
- Nazywam się Jason Miller, jestem komendantem policji w Montrealu, chciałem pana powiadomić, że znaleźliśmy pana dziewczynę.- zastygłem w miejscu, myślałam, że facet robi sobie ze mnie jaja…
- Pan nie żartuje ?- zapytałem, aby mieć pewność
- Nie, proszę pana to bardzo poważna sprawa. Pańska dziewczyna zadzwoniła do nas w godzinach porannych. Zorganizowaliśmy grupę operacyjną, która odbije pańską dziewczynę. Jeśli pan chce może pan przy tym, być…- Eva moja mała drobna Eva. Przez zastanowienia, odpowiedziałem
- Tak, będę tam.- zakończyłem rozmowę. – Scooter wybieramy się do Montrealu- powiedziałem, na co on spojrzał na mnie zdziwiony, jednak nie chcą tego tłumaczyć po prostu wyszedłem.

<><><><><>
Jest 30 ! Wow ! To już trochę, jeszcze parę rozdziałów i koniec tej historii, ale może zacznę nową. to będzie zależeć od Was ! ♥
A tak wgl ktoś to jeszcze czyta ??
Przepraszam, że nie dodaje rozdziałów tak często jakbym chciała, lecz muszę starać się o oceny,występuję w przedstawieniu, a po za tym wyjeżdżam do Stanów, może tak coś będę pisać, lepszego, a przede wszystkim częściej.
Dzięki za uwagę, Kocham Was...

Ps. Czytacie bloga BrandNewLife ?
Jeśli tak, to może wiecie, dlaczego autorka ma zablokowane konto i kiedy wróci z nowym rozdziałem ? Bo serio Uwielbiam tego bloga ! ♥♥♥

Tagi: 30
24.05.2013 o godz. 22:11
Dziękuję Ci Natalio. Mam Nadzieję, że Jeszcze Kiedyś Będziemy Razem Współpracować

*** Tydzień Później

- Jesteś tego pewna ?
- Jeszcze jak nic niczego…- popatrzyłam na Nate’a który od samego początku był przeciwny temu pomysłowi.- Naprawdę nie zamierzam tam wracać, aby znów zaglądać to tej szafy, żeby dowiedzieć się ile osób zabili, a ile planują, kto ma dług a kto nie ma ! Chce stąd wyjechać ! Mam, gdzieś, że mogą nas gonić, a potem zabić… przynajmniej umrę w walce.- na samo wspomnienie wejścia na stych i zobaczenia na własne oczy co potrafią zrobić ludziom robiło mi się nie dobrze, uważałam, że ucieczka to jedyne wyjście. Przykro mi było, że wciągnęłam w to Nate, ale on przecież też chciał się stąd wyrwać, a po za tym nie po to przez cały tydzień studiowałam mapy aby znaleźć jakieś tajemną drogę ucieczki z tego piekielnego miejsca.
- Na pewno wiesz, w jakim kierunku mamy jechać ?- popatrzyłam na niego spod łba. Westchnął.- Dobra, dobra już jedziemy.- odpalił silnik i ruszył.
Czasami czułam się jak w filmie, uciekająca biedna młoda dziewczynka, uciekająca przed złoczyńcami. Tylko brakowało mojego „bohatera”. Bałam się jak cholera tego co może się stać, w sumie nawet bałam się myśleć, że coś może nie wypalić. Cały ten chory plan to był mój pomysł, jeśli by nas złapali, ukarali by nas oboje, a tak bardzo nie chciałam, aby się coś stało Nate’owi. Był on takim niewinnym, inteligentnym, słodkim chłopakiem. Dla policji skradłam parę teczek, z tajemniczej szafy. Byli to ludzie których nazwiska i imiona kojarzyłam, wydawało mi się. Niektórzy "zaginęli" dawno temu, a niektórzy byli całkiem nowymi ofiarami mafii Campione. Zabrałam te teczki, aby mieć dowody, a zarazem, aby zaspokoić ciekawość rodzin tych ofiar.
Spojrzałam na Nate’a, wydawał się być taki skupiony na drodze, taki opanowany. Wiedziałam, że to pozory, lecz co mogłam zrobić. Westchnęłam i wzruszyłam ramionami.
- Gdzie teraz ?-
- Za 500 metrów w prawo, a potem jakieś 2 kilometry prosto.- wyjrzałam za okno, jechaliśmy dość szybko, a ciepły wiatr wpadający do auta rozwiewał mi włosy.
- Będziemy jechać całą noc, a potem zatrzymamy się, gdzieś aby przekimać. I tak będziemy mieć nad nimi dzień przewagi.- odwróciłam się do Nate’a z uśmiechem.
- Nie ja się teraz prześpię, a potem poprowadzę. Jeśli będziesz chciał wskazówek co do drogi to mnie budź.- pokiwał głową na znak zrozumienia. Odwróciłam w stronę okna. Uwielbiam miasto nocą, jest takie spokojne, inne. Westchnęłam.

- Eva…Eva obudź się- usłyszałam ten głos… głos Michaela. O nie on tu jest !- Nikt cię nie uratuje, jesteś skończona. Teraz dopiero zacznie się zabawa. Nigdy nie pieprzyłem 17-latki, musi być zajebiście. Słyszysz najpierw cię zerżnę, a potem zabiję, albo lepiej każdy z gangu cię zerżnie, a potem cię zabijemy.

- Hej, Eva ! Wstawaj !- poczułam, że ktoś mną potrząsa. Otworzyłam szeroko oczy, przed mną stał Nate z zatroskaną miną.- To był tylko zły sen, nic ci się nie stało jesteś ze mną- z trudem uspokoiłam skołatane nerwy i przyśpieszone bicie serca. Tak bardzo się bałam, jak dobrze, że to był jednak koszmar. Dopiero po chwili zauważyłam, że jest już świt, była 6 rano. Nate prowadził od około 7 godzin.
- Nate, na pewno jesteś zmęczony. Zastąpię cię.- na moje słowa Nate zjechał na pobocze i zamieniliśmy się miejscami. Odpalając silnik, kątem oka zauważyła, że Nate układał sobie wygodną pozycje do spania. Wiedziałam, że najbliższe godziny, spędzę na prowadzeniu auta, w sumie to było lepsze zajęcia niż zatapianie się w myślach, a przez ten koszmar, moje myśli były by dużo czarniejsze niż te poprzednie. Ciekawe czy Michael się już zorientował ? Pewnie jeszcze nie, za jakieś 2 godziny kiedy się obudzi, wyda rozkazy znalezienia mnie, na pewno wyślę za mną gromadę ludzi, aby potem mnie złapali i znów przywieźli do niego, by mógł mnie zabić własno ręcznie.
- Dzień dobry- uśmiechnęłam się do przeciągającego się Nate na miejscu pasażera.- Jak się spało ?
- Sztywno i nie wygodnie, ale najgorsze jest to, że musze do ubikacji.- powiedział, krzywo się uśmiechając. Wybuchłam głośnym szczerym śmiechem, o matko jak ja dawno się nie śmiałam.
- Za jakiś kilometr powinniśmy mijać przydrożny bar, możemy tam wstąpić.- powiedziałam przez śmiech.
- Przestań się ze mnie śmiać i skup się na drodze- Nate zrobił naburmuszoną minę, a postarałam się opanować- a tak w ogóle to podoba mi się ten pomysł z tym barem, kupię nam jakieś małe śniadanie.- odpowiedział z uśmiechem.
Tak jak mówiłam wstąpiliśmy do baru, poszłam do toalety. Czułam się dziwnie, wreszcie byli tu jacyś ludzie których nie znam, na reszcie poczułam się… wolna ? Być może to właśnie uczucie nadziei narodziło się w mojej głowie, być może uda mi się uciec od Michaela i jego macek władzy. Z bananem na twarzy wyszłam z toalety, jednak mój uśmiech znikł tak szybko jak się pojawił, a uczucie nadziei prysło jak bańka mydlana. Szybko wycofałam się do toalety i zjechałam po drzwiach w dół. Ne ! Czy ja nigdy się nie uwolnię ? W barze obok lady stali policjanci, dokładnie pamiętałam ich twarze, nie całe 3 dni temu byli u Michaela. Przecież oni rozmawiali ze sprzedawcą, być może on mnie widział jak wchodziłam z Nate’m .Boże, oni mogą tu wejść lada chwila. W przypływie paniki zaczęłam szukać innego wyjścia, moje spojrzenie padło na okno po drugiej stronie pomieszczenia. Stanęłam na umywalce i otworzyłam okno. Przełożyłam jedną noga a potem drugą, wisiałam tak, ponieważ dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że mam jeszcze jakieś pół metra do ziemi. W myślach pojawiły mi się twarze policjantów niewiele myśląc puściłam się, by chwilę później opaść na ziemie. Poczułam ból. Szybko jednak się ogarnęłam i pobiegłam do auta.
- Szybko, szybko. Oni już nas namierzyli. Odpalaj i jedziemy- krzyczałam na Nate. Wyjeżdżając z parkingu w lusterku zauważyłam tych samych policjantów, nie wiem czemu, ale skuliłam się w siedzeniu. Byłam przerażona. Byłam pewna, że nam się uda. Nie, nie mogli się tak szybko zorientować, Michael przecież tak szybko nie zorganizował by ekipy „poszukiwawczej”
- Przestań się denerwować, jesteśmy już daleko. I raczej na pewno nas nie poznali- spojrzałam na niego jak na idiotę, lecz zgromił mnie wzrokiem
- Skąd wiesz, że nas nie poznali ? Skąd wiesz, że się denerwuje ?
- Po pierwsze, gdyby nas poznali to by nas śledzili, a nie ma ich- odruchowo po tych słowach spojrzałam w lusterko, uniosłam brwi do góry, miał rację, nie śledzili nas.- a co do drugiego, to przestań zaciskać ręce na siedzeniu. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że zaciskam ręce na siedzeniu, od razu uwolniłam siedzenie z mojego uścisku.
- A teraz masz jedź.- podał mi jakaś kanapkę, a ja szybko się wzięłam za jedzenie. Musze przyznać, była wyśmienita, a nawet nie wiedziałam, że jeste aż tak głodna. Co adrenalina robi z człowiekiem ?
Pogrążając się w swoich jak zwykle czarnych myślach, spojrzałam za okno. Wszystko wydawało się monotonne, nijakie, każdy na autostradzie się gdzieś śpieszył. Spoglądałam mijane przez nas auta., chwilę później, zamarłam, właśnie wymijało nas czarny SUV ! O nie tylko nie to !

<><><><><><><><><><>
Tak wiem, wiem możecie mnie znienawidzić, za to, że dopiero po miesiącu wracam z nową notką.
Za którą szczególnie DZIĘKUJĘ CI Natalio !!
Brak czasu i pomysłu. To szczególni prowodyrowie barku notki przez ponad miesiąc !
Przepraszam to pewnie za mało, no, ale cóż. Przez pewien moment myślałam, że nie ma sensu wracać, dlatego ta notka jest taką próbą. Takim zapytanie :
Czy jest sens dalej pisać to opowiadanie ?
Mogę napisać nowe, inne opowiadanie
Napiszcie swoje zadnie w komentarzu.
Dziękuję to by było na tyle. Do następnego !

Ps. Jeszcze jedna prośba. Czy moglibyście polubić tą stronkę na fb. To, dla mnie bardzo ważne, prowadzi ja moja koleżanka i było by mi miło, gdyby za moją przyczyną uzbierała więcej Lajków !
Czy Na Dole Czy Na Szczycie BVB Ponad Życie
Tagi: Pytanie
28.04.2013 o godz. 18:45
- Myślisz, że tak łatwo się mnie pozbędziesz ?? Cóż muszę cię zmartwić, ja tak łatwo nie odpuszczam.- chłopak uśmiechnął się miło- A tak po za tym to jest Nate- popatrzyłam na jego rękę, byłam totalnie zdezorientowana. Podałam mu rękę z wymuszonym uśmiechem.
- No cóż bardzo fajnie mi się z tobą rozmawiało Nate, lecz muszę już iść, tak więc papa- zabrałam dłoń z jego uścisku i go wyminęłam. Byłam totalnie zbita z pantałyku, jego pewność siebie była strasznie podejrzana…. Sądzę jednak, że za dużo czasu spędzam z Michaelem i po prostu przez to wszystko i wszyscy są dla mnie podejrzani. Zaśmiałam się w duchu ze swojej głupoty, chyba naprawdę powinnam kiedyś znaleźć chwilę dla siebie. Przechodząc przez bramę moją uwagę przykuł biały samochód, nie wiem czemu, ale podświadomość mówiła mi abym się nie zbliżała w pobliże niego i spróbowała poszukać innej drogi. Stałam przez chwilę w miejscu zastanawiając się co zrobić, jednak doszłam do wniosku, że nic gorszego niż Campione i jego banda mnie nie spotka. Ruszyłam powoli chodnikiem, jednak z każdym krokiem moja pewność siebie malała, a plecy oblewał zimny pot, spojrzałam w lusterko samochodu, widziałam twarz mężczyzny który przyglądał się każdemu mojemu ruchowi, jakby go dokładnie studiował i próbował zapamiętać. Przeszłam kilka kolejnych kroków, byłam niecałe 2 metry od samochodu, mężczyzna otworzył drzwi, całe moje ciało przeszyła gromada nieprzyjemnych dreszczy.
- Hej śliczna, a może jednak dasz się odprowadzić ?- na dźwięk głosu chłopaka aż podskoczyłam, drzwi od samochodu zatrzasnęły się z powrotem. Odwróciłam się do Nata i posłałam mu nerwowy uśmiech.
- Jednak mówiłeś prawdę mówiąc, że nie odpuszczasz, skoro tak bardzo nalegasz to się zgadzam - twarz chłopaka rozjaśnił szczery szeroki uśmiech.
- Tak więc prowadź ślicznotko- ruszyłam przed siebie, lecz tym razem przeszłam pewnie obok auta, bez żadnego strachu.
- Tak się zastanawiam co to za samochód za nami ?- zapytałam Nata z udawanym zaciekawieniem
- To Subaru, należy do jednego z biznesmanów z okolicy. Tak w sumie to trochę ich tu mamy- chłopak zaśmiał się , nagle auto ruszyło na piska, nim się obejrzałam to nas wyminęło.
- Ohh… czyli, że to bogate miasto ?- zapytałam patrząc za autem które zniknęło za zakrętem.
- To miasto jest inne niż pozostałe, tu panują całkiem inne zasady. Miasto jest bogate, lecz tylko dlatego, że istnieje tu silnie rozgałęziona linia czarnego rynku. Nie tego pewnie się spodziewałaś c o ? Wszystko jest tajne i nic ani nikt tak po prostu stąd nie wyjeżdża, a szczególnie jeśli ściga cię mafia.- przez chwile zastanawiałam się czy przypadkiem nie trafiłam do Kolumbii, a nie do zwyczajnego „nadzwyczajnego” miasto w Kanadzie. To miejsce musi być naprawdę dobrze strzeżone skoro cała ta chora sprawa jeszcze nie trafiła do rządu, a może trafiła tylko rząd boi się takiej ilości mafii, lub czerpie tego korzyści .Zdałam sobie sprawę, że wszystkie zasady moralności jakie wpajano mi przez tyle lat to w tym miejscu zdawało się to być niepotrzebną głupotą !
- Mówisz jakby nie było nikogo komu można tu zaufać…
- Bo tak jest, jesteś nowicjuszką jeszcze nic nie wiem, nic nie rozumiesz- bardzo poważny ton chłopaka dał mi do zrozumienia, że naprawdę wielu rzeczy czy nie rozumiem, a szczególnie tego co taki chłopak jak on robi w takim popieprzonym miejscu
- A ty ? Jesteś godny czyjegoś zaufania ??- spojrzałam na chłopaka, wydawał się być zdziwiony, a zarazem zadowolony słysząc to pytanie.
- Mówiąc szczerze to nie wiem. Wielu rzeczy w swoim życiu jestem pewien, jak tego, że było pomyłką przyjeżdżać tutaj, lecz na twoje pytanie nie znam odpowiedzi. Mógłbym powiedzieć tak, lecz nie byłbym pewnym tej odpowiedzi, to tak jakbym kłamał. A ty czy tobie warto zaufać ?
- Szczerze to nie wiem- powtórzyłam słowa chłopaka na co on uśmiechną się lekko- Na twoim miejscu nie kolegowałabym się ze mną. Niedługo mnie tu nie będzie zamierzam uciec i żyć tam gdzie moje miejsce……..
- Zamierzasz uciec ? Nie jesteś tu z własnej woli ?-
- Zostałam porwana przez Michaela, pomocnika, można rzec sługę Campione- chłopak przystaną i popatrzył na mnie zdezorientowany,- Przepraszam, nie powinnam tego mówić ! Zapomni !- zostawiłam chłopaka i próbowałam jak najszybciej oddalić się od Nate’a . Nie było mi to dane, bo po chwili poczułam mocny uścisk na nadgarstku.
- Nie możesz tak po prostu uciec, oni cię znajdą wszędzie, a potem zabiją ! Oni nie mają skrupułów ! Boże dziewczyno w coś ty się wpakowała ?- łzy winy napłynęły mi do oczu, szybko przetarłam je wierzchem dłoni, nie chciałam pokazywać słabości która bolała tak bardzo , wracając do pytania to sama dokładnie nie wiedziałam i nie rozumiałam jak się w to wszystko wpakowałam. Ucieczka była jednym z najlepszych wyjść, chociaż bałam się jak cholera, wiedziałam, że nie chcę umierać stając się posłuszną dziwką, wolałam umrzeć buntując się, nie było mi wszystko jedno, dopiero w takiej sytuacji rozumiałam słowa dom ! Bo właśnie tam chciałabym się znaleźć, bezpieczna, spokojna.
- Ja naprawdę nie wiem- rozpłakałam się jak małe dziecko. Poczułam, oddłużając zapach perfum, chwilę potem stałam płacząc w ramionach Nate’a. Dziwne, nie powinnam tego robić, nie powinna robić mu nadziei, lecz coś zatrzymywało mnie przed odepchnięciem go, może świadomość, że to jedyna osoba z którą mogę normalnie porozmawiać od….właściwe od kiedy tu jestem, cóż sama nie wiem ile już przebywam w tym obrzydliwym miejscu.
- Ciii… nie płacz już, wszystko będzie dobrze- Nate kołysał się spokojnie, głaszcząc moje włosy, czułam się z nim bezpieczna. Mogłabym tak stać wieczność. Po raz pierwszy od długiego czasu czułam błogą radość.
- Nate, mam do ciebie wielką prośbę… wcale nie oczekuję, że ją spełnisz, a z resztą nie ważne…- spuściłam głowę, jak to, możliwe że płacz może tak wymęczyć człowieka ?
- Hej, jasne, możesz liczyć na moją pomoc….- czy powinnam zaufać chłopakowi którego ledwo poznałam ? Przecież nie miałam nic do stracenia…
- Zbierz mnie na koncert Justina Biebera, to bardzo ważne, jeśli byś mógł to karty vip….
- Ledwo cię znam, nie powiedziałaś mi swojego imienia…
- Nazywam się Eva- przerwałam mu w pół zdania, chłopak wydawał się być zbity z tropu- ja oczywiście zwrócę ci każda sumę, to naprawdę dla mnie ważne ! Błagam pomóż mi !
- Zrobię wszystko co w mojej mocy, spotkajmy się jutro o 17 w parku. Pamiętaj niczego nie obiecuje - właśnie dochodziliśmy do ulicy w na której znajdował się dom Michela.
- Będę na pewno, dziękuję ci- powiedziałam i ucałowałam go w policzek- nie chcę aby miał przez mnie problemy, jak Michael cię zauważy to będzie cały czas węszył, jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia- odwróciłam się i wolnym krokiem ruszyłam w stronę domu Michaela. Wiedziałam, że nie obejdzie się bez pytań, na temat tego gdzie byłam i co robiłam, cóż miałam jedynie nadzieję, że okaże się dobrym kłamcą i, że Michael mi uwierzy i nie będzie nic podejrzewał. Co do Nate’a miałam dużo wątpliwości, a zarazem pokładałam w nim wszystkie nadzieje, to jedyny człowiek dzięki któremu prawdopodobnie będę mogła znów zobaczyć Justina, bałam się jak cholera, że może być tylko pionkiem mafii, który miał poznać moje plany i je pokrzyżować, jednak był również jedyną zrównoważoną osobą jaką tu spotkałam.
Przeszłam kilkadziesiąt metrów i zobaczyłam, że w „moim” domu jest dzika impreza. Zdałam sobie sprawę, że dzięki tej imprezie będę mogła nie spostrzeżenie dostać się po klucz i na strych. Dobrze wiedziałam, że to ta noc, dziś wszystko może się wyjaśnić lub pogorszyć, lecz przecież nic nie mam do stracenia…cdn
<><><><><><><><><>
Znów spaprałam :(
Przepraszam, że długo nie dodawałam, lecz cały mój wolny czas spędzam na projektowaniu tła na tego bloga ;) prawie skończone więc może niedługo pojawi się tu nowe tło :P
Hah.... mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu...
Dzięki za 9 komntarzy pod poprzednią notka
Ale objaśnienie do tamtego rozdziału :
- Eva wyskoczyła z okna, aby Michael jej nie złapał, ponieważ to chyba dziwne, że ktoś wybiega z jego pokoju i wbiega do pokoju Evy, A jeśli by spotkał tam Eve to przecież od razu by wiedział, że ona przeszukiwała jego pokój.
Do następnego kochani ♥
Ps. Jeśli mace jakikolwiek pytania czy coś to pisać na :
- Asku- bo przecież bo to go założyłam :)
- Na GG (12376322) - odpisuje na każdą wiad, pisać mimo iż widzicie, że jestem niedostępna.
- Pisać w wiadomościach- zawsze odczytuje i odpisuje.

Tagi: 28
27.03.2013 o godz. 17:38
Nie mogę uwierzyć, że to już 27 ! Dziękuje Kochani ♥! W życiu bym nie pomyślała, że tyle tu będę ! To wszystko dzięki wam ! Dziękuje !♥♥♥♥
Czytasz=Komentujesz


Po raz kolejny spojrzałam przez okno, aby upewnić się, że Michael na pewno odjechał. Ruszyłam w stronę jego sypialni, wchodząc miałam nogi jak z galarety, przerażała mnie myśl, że Michael może wrócić w każdej chwili, kiedy ja przeszukuje jego sypialnie. Próbowałam opanować drżenie rąk przy każdej otwieranej szufladzie, lecz na nic się to zdało, pośpiesznie przekładałam i odkładałam na miejsce ubrania, buty, książki. Czułam się jak na środku pustkowia. Usiadłam na łóżku i jeszcze raz obejrzałam pokój, lecz nic nie rzucało się w oczy, nic a nic nie przypominało kryjówki na klucz. Zrezygnowana jeszcze raz spojrzałam na szafkę nocną Michaela, oprócz lampy, stało tam zdjęcie uśmiechniętego bruneta z niebieskooką blondynką, wzięłam zdjęcie do rąk. Dziwne, zawsze myślałam, że Michael nie miał nikogo na kim by mu zależało, widoczne ta blondynka coś dla niego znaczyła. Podświadomość mówiła mi, że znam te dziewczynę. Jeszcze raz przeleciałam wzrokiem po zdjęciu i je odstawiłam. Po raz kolejny przebyłam wzrokiem wędrówkę po pokoju, wszystko wydawało się być normalne. Zawiedziona i zdenerwowana wstałam z łóżka, nie mogłam znieść myśli, że nic nie znalazłam, jeszcze raz postanowiłam przeszukać największą szafkę która stała przy oknie. Wiedziałam, że kończy mi się czas, Michael na pewno zaraz wróci. Przekładając następne koszulki, moje zdenerwowanie rosło. Po raz kolejny nic ! Wściekła uderzyłam ręką w parapet, spoglądając za okno, nagle z zakrętu wyjechało auto Michaela, wystraszona, że mnie zauważy schyliłam się, strącają przy tym kwiatek stojący na parapecie, który z hukiem uderzył o podłogę, a ziemia z doniczki rozsypała się po pokoju. Całkowicie zdezorientowana i wystraszona zaczęłam garściami zbierać ziemie i z powrotem wrzucałam do doniczki. Usłyszałam donośny trzask drzwi, moje serce wręcz na chwile zamarło, aby potem ruszyć z zabójczym tempem. Ustawiłam kwiatka, na jego miejscu , nagle oślepiło mnie światło odbijające się od okna, zasłoniłam oczy i podenerwowana spojrzałam w stronę rzeczy która mnie oślepiała. Oniemiałam, do karnisza był przyczepiony mały srebrny kluczyk.
- Eva jesteś w domu ?- Nagle, świat wokół mnie zaczął lecieć w zwolnionym tempie, nie wiedziałam co ze sobą zrobić, kiedy usłyszałam zbliżające się kroki. Jak idiotka stałam pod oknem nie wiedząc co ze sobą począć aż w końcu z impetem weszłam pod łóżko. Kroki stawały się donośniejsze.
- Eva !- Michael wszedł do pokoju, zagryzałam wargi, aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Strach wręcz paraliżował moje ciało, czułam jakby serce miało zaraz wyskoczyć mi z piersi, biło tak głośno, ze chyba każdy w promieniu 100km by je usłyszał. Nagle Michael ruszył w stronę, gdzie byłam schowana, kiedy stanął przy łóżku i zaczął grzebać w szafce nocnej, zdałam sobie sprawę, że wstrzymuje oddech. Zamknęła oczy i czekałam aż pójdzie, w mojej głowie przewijały się same czarne scenariusze. Usłyszałam ciche westchniecie, zdezorientowana otworzyłam szeroko oczy, obok mnie zauważyłam białą kartkę. Oblał mnie zimny pot, kiedy zdałam sobie sprawę, że Michael schyla się zgubę.
- Michael to jest ta mała zdzira czy nie ??- usłyszałam głośne westchnięcie, a po chwili łóżko nad mną się ugięło, poczułam ulgę,
- Nie nazywaj jej tak, to jest bardzo porządna dziewczyna , tylko, że strasznie głupia skoro wpakowała się w takie bagno.- poczułam poczucie winy, dobrze wiedziałam, że to tylko moja wina, że jestem tu i teraz, a mogłabym robić bilion innych rzeczy .
- Porządna, nie porządna dla mnie to nadal dziwka tylko, że z ładną buźką.
- Lena, naprawdę przestań ! Dobrze wiesz, że ona jest twoją przepustką do normalnego życia takiego jakiego miałaś wcześniej, a nie do tego jebanego dziwkarstwa ! Wszystko teraz zależy o tej 17 dziewczyny, która musi zmotywować pana Biebera, aby zapłacił kasę za jej wykup. – kolejny raz usłyszałam głośnie westchnienie i stukot obcasów.
- Wiem i respektuje to. Tylko nie wiesz jak bardzo jestem zazdrosna kiedy wiem, że przybywasz tu z nią, kiedy ja muszę robić to z tymi oblechami ! Nie wiesz ile bym dała, aby było jak wcześniej ! Widzisz to zdjęcie ! Byliśmy tacy szczęśliwi, a ja musiałam wszystko zepsułam, a teraz co muszę ciągnąć druta wszystkim obleśnym, niewyżytym i ohydnym facetom. Jestem królową prostytucji, a kiedyś miałam marzenie zostać projektantką, ale pewnie do końca życia, będę musiała się puszczać na prawo i lewo, aby mieć za co jeść.- moja pamięć wracała z każdym wypowiedzianym przez nią słowem. To właśnie przez nią omal nie zginęłam, to przez nią byłam w szpitalu i właśnie wtedy Michael miał okazję mnie okłamać co do moich rodziców, a przede wszystkim to właśnie przez nią tu jestem, nadarzyła się okazja aby spłacić dług u Campione, ja jestem tą sytuacją ! Dobrze wiedzą, że Justin zapłaci tyle ile bd chcieli. Zrobiło mi się niedobrze na samą myśl o tym wszystkim, a sprawę pogorszył szloch Leny.
- Kochana, wyciągnę cię z tego, jeszcze wyjedziesz o tego swojego Londynu i zostaniesz projektantką.Za nim się obejrzysz wszystko czego pragniesz się spełni. Zostaniesz matką moich dzieci, moją żoną, będziemy wszyscy szczęśliwi i wolni !- jak można być tak głupim ? jak można chcieć wyjść za dziwkę ! Niektórzy ludzie powinni być odgrodzeni murem.
- Obiecujesz ?
- Obiecuję- nim zdążyłam mrugnąć, łóżko ugięło się na tyle, że musiałam dociskać twarz do podłogi aby mnie nie zgnietli. Byli tak zajęci sobą, że chyba nie zauważą mnie, powoli zaczęłam wychodzić spod łóżka, popatrzyłam w górę, a tam zauważyłam Michaela zajmującego się Leną, swobodnie aczkolwiek powoli i po ciuchu wyszłam spod łóżka i zaczęłam się czołgać w stronę drzwi. Z każdym przebytym metrem, coraz bardziej wierzyłam, że uda mi się wyjść niezauważona, lecz jak zwykle moja pechowa osoba, uderzyła głową o drzwi wydając przy tym donośny dźwięk, teraz nie było wyjścia, szybko, a zarazem cicho przebiegłam prze korytarz do swojego pokoju.
- Eva !!!! Jesteś w domu ! ?!- usłyszałam przyśpieszone kroki zmierzające wprost do mojego pokoju. Nie odpowiadając rzuciłam się do okna, czym prędzej je otwarłam i weszłam na parapet, było dość wysoko, lecz krewa w moich żyłach zaczęłam buzować, dając zastrzyk adrenaliny. Skoczyłam dosłownie w tym samym momencie w którym do mojego pokoju wszedł Michael . Okazało się, że odległość dzieląca okno od ziemi jest dużo większa, spadając poczułam ogromny wstrząs i ból przezywający każdą moją kość, bez namysłu i jak najszybciej wstałam i kuśtykając zaczęłam biec do płotu, po to, żeby go przeskoczyć i przez podwórko sąsiada, aby potem wybiec na ulice. Mimo, że potencjalne zagrożenie minęło biegłam, a raczej kuśtykałam jak opętana przez całą dzielnicę. Usiadłam na krawężniku i połykałam powietrze, próbowałam uspokoić bicie serca i drżenie ciała, po chwili wszystko wróciło do normy, choć prawa noga bolała nie miłosiernie. W oddali zauważyłam wejście do parku postanowiłam tam się udać, aby odpocząć i ogarnąć myśli. Wędrowałam chwilę aż w końcu wybrałam ławkę stojącą obok starego dębu, obserwowałam grupę chłopaków grających w nogę i cieszące się dziewczyny, z każdego gola jakiego zdobyli chłopcy w żółtych strojach. Nagle wróciły wspominania, każdy mecz Justina, każda ta chwila była bezcenna. Po mich policzkach zaczęły spływać łzy, po raz kolejny tego tygodnia poczułam się ogromne bezsilna i beznadziejna .
- Hej co ci jest ?- spojrzałam w stronę z której pochodził mi nieznany głos, stał tam chłopak ubrany w rurki i białą bluzkę, co fajnie komponowało się z kolorem jego blond włosów.
- Jakby cię to obchodziło !- zabrzmiało to bardziej opryskliwie niż planowałam, cóż może chłopak się zrazi i da mi spokój, lecz tak się nie stało.
- Myślisz, że tak łatwo się mnie pozbędziesz ?? Cóż muszę cię zmartwić……..cdn

<><><><><><><><><><><><>
Ale zrąbałam ten rozdział -,-
Według mnie jest najgorszym rozdziałem ever !
Ale ocena należy do was ! :D
Mój humor wrócił, może następny rozdział będzie wcześniej. :D

Biedny Justin !

Tagi: 27
08.03.2013 o godz. 22:30
Rano, obudził mnie zapach świeżo parzonej kawy, od zawsze uwielbiałam ten zapach, był taki pobudzający. Ubrałam szlafrok i ruszyłam po schodach do kuchni, nalałam sobie kawy i miałam wracać na górę, aby się przebrać, lecz moją uwagę przykuł widok Michaela wpatrzonego w telewizor, wyglądał jakby wyczekiwał jakiejś informacji, nigdy tego nie robił.
- Dzień dobry- przywitałam się i usiadłam obok chcąc zobaczyć co tak bardzo przykuło uwagę Michaela.
- O już wstałaś, poczekaj zaraz przyniosę ci coś do jedzenia, specjalnie dla ciebie kupił Chris- to powiedziawszy wyszedł, a ja spoglądałam na ekran telewizora. Michael oglądał jakiś o najnowszych wykonawcach POP, szczerze nie ciekawiło mnie to za bardzo.
- Najnowsza gwiazda muzyki POP zanim powiemy jak się nazywa posłuchajcie pierwszego kawałka tego genialnego młodego wokalisty.- w telewizji zaczęła lecieć jakaś piosenka, jednak mówili prawdę wokalista był genialny, coś było w jego głosie, jakbym go znała, nawet nie wiem kiedy zaczęłam wystukiwać takt piosenki i śpiewać razem z wokalistą. Piosenka była taka prawdziwa, szczera jakby opowiadała o czymś rzeczywistym, odgoniłam szybko od siebie te myśl, przecież „gwiazdeczki Pop” robią wszystko dla komercji, to uczucia też mogą udawać. Do salonu wrócił Michael niosąc coś na talerzu, stanął przed mną i nachylił się, aby z promiennym uśmiechem pokazać mi to według niego wyborne danie.
- Słyszeliście ten utwór !! Jest boski, a z nami jego genialny wykonawca.
- Hej, co słychać tu Justin Bieber !- pech chciał, że akurat upiłam łyk kawy, zaczęłam się krztusić, kawę wyplułam prosto na twarz nachylającego się na mną Michaela. Chłopak upuścił talerz z jedzeniem który rozbił się na kawałki i oburzony zaczął na mnie krzyczeć . W szoku wstałam i pobiegłam do swojego pokoju. Nie byłam wstanie myśleć o czym kolwiek innym niż o Justinie, przecież on nie umie śpiewać, więc ja się pyta jak dostał się na czołówki list muzycznych. Włączyłam laptopa którego dostałam od Michaela. W google wpisałam imię i nazwisko Justina, okazało się, że w ciągu kilku dni stał się bożyszczem nastolatek, jednak ciągle w mojej głowie pojawiało się pytanie „Jak??”. Prześledziłam parę stronek, jednak w żadnej nic nie było, postanowiłam więc przejrzeć kilka wywiadów.
Rozpłakałam się widząc jego oczy, uśmiech, brązowe włosy jak zawsze idealnie ułożone, jednak mój płacz wzmógł się kiedy usłyszałam jego głos, tak bardzo mi go brakowało. Słuchając wywiadu o mało nie padałam na zawał :
- Justin jak to jest stać się gwiazdą w tak szybkim czasie ??
- Szczerze to jest wspaniale, wiedzieć, że tyle osób chce usłyszeć moje piosenki, nawet nie zdawałem sobie sprawy, że tyle fanów. Moja kariera rozwijała się powoli, od kilku miesięcy starałem się o uwagę ludzi, dlatego wrzucałem filmiki na youtube.
- Masz najlepszych fanów na świecie, lecz oni chcą wiedzieć, co cię skłoniło do napisania tej piosenki ?
- Piosenka Nothing like us jest o dziewczynie którą kocham, lecz jej nie ma przy mnie, piosenka pochodzi prosto z mojego serca, oddaje moje szczere uczucia do tej niesamowitej dziewczyny, opowiada o mojej tęsknocie do niej.
- Justin właśnie złamałeś serca milionom fanów, wszyscy myśleliśmy, że twoje serce jest puste i czeka na miłość, a tu widzę nie ma opcji, jesteś zakochany !! A więc jak się nazywa twoja wybranka i dlaczego nie ma jej u tego boku ??
- Niestety zaginęła, nazywa się Eva
- Jak to zaginęła ??
- Pewnego wieczoru nie wróciła z imprezy nikt nie wie co się z ją dzieje ani, gdzie może przybywać.
- O przykro mi, tak a więc to na dziś koniec, Justin Bieber wielka młoda gwiazda z wielkim talentem !! Dziękuję za poświęcony czas
Wyłączyłam komputer i położyłam się na łóżku, łzy spływały po moich policzkach, sama nie wiem ile tak trwałam, ile hektolitrów łez spłynęło na moją pościel, wiedziałam jedno, że nie mogłam się poddać i musiałam jakoś uciec od Michaela, po prostu musiałam zrobić co w mojej mocy, aby znów móc ujrzeć Justina. Przez moją pamięć przeleciało mnóstwo wspomnień, nasze wzloty i upadki, widziałam dokładnie każdą kłótnie, każdy pocałunek, wspólnie spędzoną noc, ale także widziałam drugą stronę tą gorszą stronę, w tej w której był samolubny, wredny, kłamliwy. Westchnęłam na samo wspomnienie tego co było, a tego co już nie wróci, chyba, że postaram się napisać nowa inną historię mojego życia z Justinem. Mimo mojego smutku, poczułam przypływ determinacji, wstałam z łóżka przetarłam policzki z łez i poszłam się umyć i ubrać.
Siedziałam na schodach i podsłuchiwałam rozmowy Michaela z jakimś mężczyzną. Teraz wiedziałam, jak Justin stał się sławny i co zamierzają zrobić dalej z jego karierą, wszystko było już jasne. Zdałam sobie sprawę, że za późno ostrzegłam Justina przed tym wszystkim.
- Tylko uważaj, aby ta mała co gości teraz u ciebie w domu, nie weszła na strych, za dużo tam informacji mogła by nas pogrążyć, zniszczyć, nie wygląda na słodką idiotę. Trzymaj ją krótko.
- Joe, bez obaw klucz do strychu znajduje się w szafce w moim pokoju, a zabroniłem jej tam wchodzić, nigdy się nie dowie o niczym. Nawet jakby miała tu zdechnąć nie wyniesie z tego domu żadnej informacji……..

<><><><><><><>
Przepraszam, rozdział tak samo nudny jak i poprzedni :(
Mówiliście, że może się zdarzyć gorszy dzień, sądzę, że u mnie to chyba jakieś fatum !
Moje samopoczucie jest do dupy ! Mam mieć wizytę u okulisty, czuję, że pogarsza mi się wzrok, jestem z tego powodu strasznie smutna, nie chcę nosić mocniejszych szkieł już i tak mam wadę -4 na jedno oko ! Boże ile ja bym dała, aby nie nosić tych głupich okularów, a i jeszcze do tego dochodzi astygmatyzm <bd musiała nosić soczewkę>.
Dobra koniec moich zażaleń, chciałam podziękować II osobom a mianowicie:
justin-drew-bieber-hope nigdy nie mogłabym się obrazić, albo znielubić osoby która odważyła się powiedzieć prawdę ! Dziękuję, za szczerą opinię, na takie właśnie komentarze liczę, na takie które szczerze bd pokazywać opinię osoby piszącej dany komentarz.
Drugą osobą jest
Je l'amour tym komentarzem podniosłaś mnie na duchu, pierwszy raz przeczytałam komentarz który uwzględnia moje możliwości, może w tym rozdziale się nimi nie wykazałam, to wszystko jest spowodowane moim przygnębieniem. Chciałabym, abyś napisała do mnie wiad, w której opisałabyś, swoją wizję na następny rozdział, postarałabym się, aby rozdział wyglądał dokładnie tak jak sobie tego życzysz, ale jesli wolisz sama go napisać, to napisz w wiad i wtedy tam ci mojego e-maila. Mam nadzieję, że to nie za dużo :D
Chciałabym, aby na tym blogu pojawiało się więcej takich szczerych komentarzy jak te ostatnie ;)
Dzięki za poświęcenie mi uwagi :D
Serdecznie z całego serca dziękuję za 15 tys odwiedzin i 45 obserwujących, oby tak dalej :* :* :* ♥♥♥ Dziękuje !!
Tagi: Rozdział 26
24.02.2013 o godz. 22:06
Drogi Justinie !
Czytając ten list zapewne będziesz się zastanawiał, gdzie jestem i dlaczego się nie odzywałam. Zostałam porwana przez mafie. Pamiętam jak mnie ostrzegałeś, abym nie zadawał się z Maxem, próbowałeś oderwać mnie od niego siłą. Maks był największą pomyłką mojego dotychczasowego życia Teraz, co mogę powiedzieć, że żałuje, że mi przykro, że tak się stało, że tak jest. Możliwe, że nawet te słowa, nie przyniosą ci ukojenia, jeśli mnie choć trochę jeszcze kochasz, zapewne masz wyrzuty sumienia, że nie zrobiłeś niczego więcej, aby mnie ratować, lecz jeżeli o mnie zapomniałeś i nic do mnie nie czujesz, to wygląda na to, że wygłupiam się pisząc ten list. Szczerze powiedziawszy tli się jeszcze we mnie nadzieja, że mnie kochasz, powinnam zapomnieć o tobie, jednak żarzy się we mnie uczucie miłości do ciebie, nie mogę, nie potrafię, lub po prostu nie chce go gasić, mimo, że tak wiele razy mnie zraniłeś dalej chce wracać to tych pięknych chwil spędzonych razem, jako jedyny pokochałeś mnie i zawsze będziesz dla mnie kimś naprawdę wyjątkowym. Teraz siedzę pisząc ten list i zastanawiając się jakby to było, gdyby…. Zamęczam się natłokiem przeróżnych myśli i uczuć, tych prawdziwych schowanych gdzieś głęboko. Jednak nie tylko dlatego piszę, chciałam cię ostrzec, przed niebezpieczeństwem które na ciebie czyha, jak i na wszystkich twoich znajomych i rodzinę. Błagam cię nie podpisuj niczego, nigdzie teraz nie jest bezpiecznie, a ja wiem, że niedługi czeka cię pewna propozycja, lecz nie wiem jaka, nie możesz niczego podpisać !! Nie rób tego dla mnie ani dla siebie, lecz zrób to dla twoich bliskich, dzięki temu uchronisz ich od niebezpieczeństwa. Pewnie w tym momencie zaczynasz mnie nienawidzić, lecz tu nie chodzi o mnie tylko o Ciebie, o twoją przyszłość. Ja mogę umrzeć w torturach, byle byś pamiętał, że chciałam wszystko naprawić, chciałam dobrze.
Jeszcze raz przepraszam za wszystko… Mam nadzieję, że kiedyś zrozumiesz i wybaczysz.
Ps. Pamiętaj, że Cię kocham, mimo wszystko. Podpisałam się jako Lilian Hock, aby policja nic nie podejrzewała, proszę cię nie pokazuj tego listu nikomu.
Twoja Eva
[/right]
Kilka łez spadło na śnieżno białą kartkę. Po raz kolejny przeczytałam ten krótki list, mając nadzieję, że kiedyś zrozumie, znając prawdę winiłam tylko siebie, za ten cały bałagan. Wstydziłam się swojej głupoty i uparcia, gdyby nie to teraz siedziałabym z gorącą herbatą, w skarpetkach obok okna, podziwiając widok, patrząc na ludzi gnających gdzieś nie wiadomo gdzieś. Wiedziałam, że te chwile, już nigdy nie wrócą, że nie będę mogła już oglądać tych monotonnych, lecz w pewnym sensie pięknych drobiazgów. Wszystko to odejdzie w niepamięć, blaknące wspomnienia będą zastępować nowe, może lepsze, może gorsze wspominania. Wiem, że muszę zacząć nowe, całkowicie inne życie od tego dotychczas, wiem, że to dopiero początek moich problemów.
Po cichu wyślizgnęłam się z domu, pod osłoną nocy wyruszyłam na poszukiwanie skrzynki pocztowej, bałam się, że zostanę przyłapana, że zamknął mnie w domu lub wywiozą gdzieś daleko, lecz byłam zdeterminowana, musiałam ostrzec moich bliskich, to jedyne co mogłam zrobić. Znałam całą prawdę, wiedziałam od kiedy mnie oberwali, aż to teraz, znałam tą całą popieprzoną historie.
Wrzucałam list do pierwszej napotkanej skrzynki, chwilę się rozglądałam i zaczęłam wracać do domu, przez ten krótki czas Michael stał się moim przyjacielem mimo iż mnie porwał i o mało przez niego nie zginęłam, to jednak wiedziałam, że on mnie nie skrzywdzi, oczywiście nie mogłam mu powiedzieć wszystkiego. Ufałam mu, a zarazem się go bałam, bałam się tego, że mimo zapewnień może zlecić zabicie mnie, lub dużo gorzej, jedynie co wiem, że nie miał by serca zrobić mi to samemu, jak sądzi za bardzo się do mnie przywiązał. Po raz kolejny spojrzałam za siebie, cały czas w mojej głowie zapalał się alarm, że ktoś mnie śledzi, jednak kiedy się odwracałam nikogo nie widziałam. Śmiałam się sama to siebie kiedy zamknęłam za sobą drzwi domu Michaela, bezszelestnie przemknęłam do mojej sypialni, szybko przebrałam się w moją strasznie skąpą koszule nocną. Michael obiecał, że weźmie mnie na zakupy, abym mogła kupić sobie parę nowych rzeczy, bo moją teraźniejszą garderobę dobierał on. Przez jakiś czas denerwowały mnie stroje wybrane przez niego, lecz przyzwyczaiłam się. Położyłam się na łóżku i nie mogłam zasnąć, cały czas myślałam o tym co zrobi Justin, i dlaczego mafia wybrała właśnie jego ?? Tak bardzo nie chciałam aby stała mu się krzywda, mimo tego iż wiedziałam, że nie wybaczy mi po przeczytaniu listu, prawdopodobnie będzie pałał do mnie nienawiścią. Nie byłam idealna, ale marzyła o tym, nic się nikomu nie stało prze moje pieprzone błędy. Modliłam się, żeby Bóg wysłuchał mnie i choć raz dał mi to szczęście, że nie będę żałować tego do końca życia, że kiedyś spotkam ich wszystkich, a oni przywitają mnie jak swoją i nie będą mieć mi za złe tej decyzji życiowej. Mimo, że wiedziałam, że to marzenia ściętej głowy, to jednak zatracałam się w tej wizji, tak bardzo chciałam cofnąć czas. Dokładnie pamiętam jak to było być niewinną Eva, która znała takie życie tylko z książek i seriali, nigdy nie przypuszczałam, że moje zmieni swój kierunek o 180 stopni. Dokładnie pamiętam chwile kiedy Justin nic dla mnie nie znaczył kiedy uważałam go za rozpuszczonego chłopca bez manier, ile bym oddała, aby tamte chwile wróciły. Dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że miała idealne życie, a zamieniłam je w piekło, tylko i wyłączne przez jednego chłopaka. Kiedyś wydawało mi się to niedorzeczne, lecz teraz okazuje być się jak najbardziej prawdziwe.
<><><><><><><><><><><><><>
Tak wiem zawiodłam was poraz kolejny !
Przepraszam, przepraszam to chyba jedyne słowa które moge powiedzieć.
Rozdział krótki i nuuuuuudddnny !!
A to wszystko przez to, że jestem beznadziejna :(
Kochani !!! Komentujcie to bardzo ważne ! Komentarze dodają skrzydeł ! Mobilizują do dalszego pisania, kiedy widzę komentarze to wiem, że ktoś jeszcze czeka na moje wypociny :P Za to jestem Wam wdzięczna, nie każdemu zdarza się mnie znosić....
Ocenę rozdziało zostawiam wam
Do nexta kochani
Tagi: rozdział 25
16.02.2013 o godz. 00:44
Zbliżał się wieczór, a dość spokojne spotkanie Michaela z kumplami przeradzało się w huczną imprezę, wszędzie było słychać głośną muzykę i trzaskanie drzwiami. Michael jako mój opiekun powinien wiedzieć, a przynajmniej pomyśleć, że po wyjściu ze szpitala potrzebuję ciszy i spokoju, a tym czasem zastaje totalny chaos. Jedyne czego chciałam to wyłączenia tej dudniącej muzyki, potrzebowałam snu, ale przy tej muzyce nie dało się zasnąć. Po długim czasie przekręcania się z boku na bok, postanowiłam pójść i oznajmić Michaelowi, że powinien zakończyć imprezę , bo od kilku godzin nie mieszka sam.
Schodząc po schodach, mijałam masę ludzi, nawet nie wiem skąd oni się tu wzięli, było ich tyle, że nie mam pojęcia jakim cudem nie weszli do mojego pokoju. Wchodząc do salonu, brawie, że rozpychałam się łokciami, aby przebrnąć do przodu.
- Hej, nie jesteś w kolejce, wypierdalaj- odwróciłam głowę i zauważyłam niską dziewczynę z czerwonymi włosami , na oko 17-latke.
- Przepraszam, ja nie stoję w kolejce, szukam Michaela, może wiesz, gdzie jest ?
- Stoi, na początku kolejki, pilnuje towaru- natychmiastowo ruszyłam w stronę pokazywaną przez dziewczynę, nie było to łatwe, ponieważ osoby które mijałam były dość nie empatyczne. W końcu dobrnęłam do końca kolejki, a kiedy zobaczyłam co się ta wyrabia, stanęłam jak wryta, z boku stołu stał Michael i jego koledzy, a na stole białe kreski narkotyków i skrzynia na pieniądze. Nie mogłam się ruszyć, nie bardzo wiedziałam co robić , głupio dowiedzieć się, że twój opiekun jest dilerem narkotyków i to w pierwszy dzień pobyty w jego domu.
- Hej, jeśli nie bierzesz, to spierdalaj z kolejki, tylko ją zatrzymujesz- odwróciłam się do tego typka który to mówił, z wyglądu stawiałam, że ma 16 lat, a to stanowczo za wcześnie na narkotyki, jak Michael mógł to robić tak młodym ludziom ? W końcu narkotyki ich zabiją ! Odwróciłam wzrok i zobaczyłam, że Michael na mnie patrzy, odruchowo zaczęłam wychodzić, zmierzałam prosto do wyjścia z tego cholernego domu.
- Eva !! Zaczekaj !!- nie reagowała na wołania Michaela, chciałam być jak najdalej od tej meliny. Już prawie miałam rękę na klamce, kiedy nagle drzwi się otworzyły i dostałam w głowę, straciłam równowagę i upadłam.
- Przepraszam, najmocniej, Może pomóc młodej damie- popatrzyłam do góry i zauważyłam mężczyznę w czarnym garniturze i okularach przeciw słonecznych, wyciągającego do mnie dłoń.
- Nie, dziękuję sama sobie pomogę- wstałam i otrzepałam spodnie.
- Bardzo zła odpowiedź, kiedy Campione chce pomóc nie odmawia się
- No cóż, panie Campione, kiedy musi być ten pierwszy raz- rzuciłam to i chciałam wyjść, lecz mężczyzna chwycił mnie mocno za ramię.
- Chyba się nie rozumiemy młoda damo, kiedy ja coś mówię masz słuchać, masz zachowywać się jak piesek, który aportuje. Nie wyglądasz na głupią dziewczynkę, więc chyba rozumiesz ?- mówił to przez zęby jakby ta sytuacja go zdenerwowała
- Nie, rozumiem za kogo się pan uważa...- chciałam wyrwać rękę, lecz to nic nie dawało.
- Eva, przeproś i nie wygłupiaj się- dopiero teraz zauważyłam, że muzyka przestała grać, a całej sytuacji wszyscy się przyglądali.
- Kiedy ja nie mam za co przepraszać….- wszyscy w około zachowywali się dziwnie, jakby chcieli zapaść się pod ziemię, bądź stać powietrzem.
- Przeproś !- Michael miał stanowczy ton, co wdało mnie w osłupienie.
- Niech ci będzie, przepraszam pana za to, że nic nie zrobiłam i za to, że nie wiem za co przepraszam… Wybaczy mi pan, bo najwyraźniej pana przebaczenie rozluźni panującą tu atmosferę- mężczyzna puścił moją rękę i uśmiechną się kpiarsko.
- A więc ty jesteś Eva, bardzo ładne imię dla tak ślicznej dziewczyny, przeprosiny przyjęte. I naprawdę nie wiem co się dzieje z tymi ludźmi, są naprawdę jacyś sztywni dziś, czyż nie ? Może zachciałabyś opowiedzieć co się dotychczas działo na imprezie.- mężczyzna nie czekając złapał mnie za rękę i pociągnął do głębi domu.
- Ależ Campione, ona nie zwróciła ci należytego szacunku, jak to jest, że nie kazałeś jej zabić, bądź zrobić krzywdy - do mężczyzny, podeszła dziewczyna, która stojąc przed mężczyzną zaczęła biła pokłony, nie bardzo rozumiałam zachowania wszystkich tu zebranych osób.
- Eva, jest kimś nowym w mojej przyszywanej rodzinie, a rodziny się nie zabija, jej się wybacza. Powinnaś to wiedzieć, każdy człowiek powinien to wiedzieć- słowa mężczyzny, wzruszyły mnie w tym stopniu, że moje oczy zalały się łzami.
- Czy powiedziałem coś nie tak ??
- Nie po prostu, myślę….moi rodzice zostawili mnie tu z Michaelem, nigdy nie przychodził ani nie przyjeżdżał do nas, nigdy wcześniej go nie znałam, a tu w szpitalu dowiedziałam się, że rodzice mieli mnie dość i wyjechali. Zostawili mnie, swoją jedyną córkę, pod opieką obcego mi faceta. To chyba nie jest normalne.- wyrzucałam słowa z siebie jak z karabinu, a obraz przed mną stawał się rozmazany od ilości łez w moich oczach.
- Michael jesteś naprawdę nieodpowiedzialny, ta oto młoda dama jest teraz pod twoją opieką, a ty tu sobie imprezy urządzasz. Nie widzisz ona pada ze zmęczenia , potrzebuje odpoczynku. – mężczyzna serio mówił od rzeczy, uśmiechnęłam się na myśl o wypoczynku- Tak więc ogłaszam koniec imprezy ! A z tobą Michael mam do pogadania- ludzie posłusznie, a zarazem pośpiesznie wychodzili, to było dziwne, ten mężczyzna naprawdę miał władzę.
- Skoro nie ma wszystkich, Evo możesz iść spokojnie spać nikt ci nie bd przeszkadzał, a ja z Michaelem dogadam parę kwestii- mężczyzna uwolnią moją rękę z uścisku i od razu przeszedł z Michaelem do innego pomieszczenia. Tak jak powiedział Campione, szłam spać z uśmiechem na ustach, lecz przypomniało mi się, że muszę zapytać Michaela, pod jakim adresem mieszkamy, żebym mogła wysłać list do Justina. Mimo, że Justin mnie zawiódł to nadal chciałam kontynuować te znajomość. Po cichu zeszłam na dół, zmierzałam do salonu, z daleka można było usłyszeć głośną rozmowę obu mężczyzn. Całą zesztywniałam, rozmowa była na mój temat.
- Nie spodziewałem się, że taki kit wciśniesz tej dziewczynie, „moi rodzice zostawili mnie tu z Michaelem”. Czegoś się od mnie nauczyłeś-moja oczy zaszły łzami, kiedy Campione śmiał się w najlepsze.
- Uwierzyła tylko, dlatego, że ma amnezje. Nie wykluczone, że sobie to wszystko przypomni, ale wtedy będzie 24/7 obserwowana. Zack pięknie ją urządził, wstrzyknął jej heroinę w śmiertelnej dawce, ta dziewczyna naprawdę nie chce umrzeć, ale to dobrze dla nas, jej rodzice są bogaci, a skoro tak jest pieniądze nam wypłacą jak najszybciej w końcu nie chcą stracić , jedyną ukochaną córeczkę Max jeszcze nam zapłaci za wszystko…. Tylko co z jej Justinkiem ??
- Mam do niego pewien plan, bd nam płacił miliony, a biedna Eva bd żałować do końca swojego nędznego życia, że siebie i swoich bliskich wpakowała w porachunki z mafia, a więc Justin stanie się………………………..cdn
<><><><><><><><><><><><><><><><>
Przepraszam, że nie dodawałam, lecz miałam problemy z komputerem :/
Teraz jest okey, więc bd dodawać systematycznie.
Co do rozdziału, to według mnie krótki i jeden z najgorszych :(
Dalej jest lepiej, bo akcja jest wymyślona, tylko wszystko dokładnie dopracować i publikować.
W razie jakichkolwiek pytań co do bloga <bądź innych> proszę pytać na asku :)
Tagi: Rozdział 24
30.01.2013 o godz. 18:39
Bieber-Another-Story
Broken Strings
O mnie: Nie zamierzam porównywać się do Shepard, Tolkiena, Martina, Rowling i innych wybitnych pisarzy. Staram się pisać najlepiej jak umiem, wkładam w to dużo serca i siebie, wiec mam nadzieję, że zostanie to zauważone...
statystyki